poniedziałek, 29 września 2014

Klaus, cz. I


„Kryje się coś niedobrego w mężczyznach, którzy unikają wina, gier, towarzystwa pięknych kobiet i ucztowania. Tacy ludzie albo są ciężko chorzy, albo w głębi duszy nienawidzą otoczenia.” 
– Michał Bułhakow
02x20

Wierciłam się niespokojnie przez sen, pogrążona w koszmarze. Nie dawał mi spokoju całą noc, gdyż zawsze budziłam się w tym samym momencie. Siadałam gwałtownie, łzy skrzyły się w moich oczach, a koszulka była przyklejona do pleców od potu. Łapiąc gorączkowo oddech, zerkałam na Damona, aby się upewnić, że wciąż śpi koło mnie. Dostrzegałam wtedy, iż spokojnie drzemie, niczego nie świadomy. Czasami zapadał w ten głęboki rodzaj snu, kiedy nic go nie budziło, nawet moja nocna szarpanina samej ze sobą.
Kiedy upewniłam się, że już wszystko w porządku Morfeusz ponownie łapał mnie w swe zdradzieckie sidła.
Byłam na polanie. Z każdej strony widok zasłaniał mi gąszcz, a raczej ściana drzew. Mimo iż panowała noc, wokół nie było ciemno. Mrok rozjaśniały zewsząd buchające snopy ognia, jednak żaden z gorących języków nie dotykał drzew. Żywioł się nie rozprzestrzeniał, a jedynie jakby zamykał nas – Bonnie, mnie oraz Klausa – w ścisłym kręgu. Razem z Bennetówną wypowiadałam słowa zaklęcia, a Pierwotny zwijał się bólu.
Ogień syczał i unosił się coraz wyżej, paląc boleśnie moją skórę, ale nie przestawałam. Nie zwracałam uwagi na poparzenia, jedynie zasłuchiwałam się w krzykach Pierwszego. Rozbrzmiewały coraz głośniej z każdą sekundą, w której wypowiadałyśmy słowa czaru, aż nagle… Ostatni rozpaczliwy ryk Klausa zabrzmiał echem, po czym wszystko ustało. Zniknął ogień, Bonnie, Pierwotny, a nawet sama łąka.
Wszystko spowijała ciemność, jedynie pojedynczy snop światła padał na jakieś sporych rozmiarów zawiniątko. W tym momencie zawsze pojawiał się Damon. Podchodził do tego czegoś, po czym przyklękał. Odwracał to w swoją stronę i dopiero wtedy do mnie docierało, że tym czymś jest moje martwe ciało. Wydawałam się mniejsza niż w rzeczywistości, bardziej krucha. Moja skóra przybierała antracytowy kolor, zarysowywały się na niej wystające żyły, a twarz zastygała. Niesforne rudobrązowe kosmyki tym razem oklapły, a  zazwyczaj promieniujące zielenią oczy, przygasły. Stały się zamglone, puste.
Wokół rozbrzmiewały radosne okrzyki, oznajmiające śmierć Klausa, ale zdawały się one nie  docierać do Salvatora. Głaskał powoli wysuszony policzek, wpatrując się w martwe oczy. Wtedy dostrzegałam jego twarz.
Miał poszarzałą skórę, mocno zarysowane kości policzkowe, sińce pod oczami, a włosy były w nieładzie. Wyschnięte usta zagryzał do krwi. Jednak to wszystko nie było najgorsze. Najgorszy był widok oczu. Zazwyczaj lśniące jak u złośliwego chochlika, teraz ziały pustką. Nie było w nich nic, oprócz niemego wyrazu bólu i cierpienia. Wtedy się budziłam. Podniosłam się gwałtownie, łapczywie wciągając powietrze. Serce biło mi jak oszalałe, chcąc chyba pobić rekord liczby uderzeń na minutę. Przymrużyłam odruchowo oczy i zasłoniłam je dłonią. Przez duże okna wlewały się do środka leniwe poranne promienie słońca. Spojrzałam na Damona. Nie spał. Wpatrywał się we mnie zaspanym, a zarazem zmartwionym wzrokiem. Zmarszczył brwi w niemym pytaniu. Uśmiechnęłam się do niego słabo.
-         Zły sen – wyjaśniłam. Wampir przytaknął leniwie. Przeciągnął się, po czym zamarł. - Co… ? – zaczęłam, ale Salvatore uciszył mnie ruchem ręki.
-          Słyszysz ? – zapytał szeptem. Wytężyłam swój nadnaturalnie czuły słuch.
-         Dziś w nocy jest pełnia – doleciał do mnie jak zwykle opanowany głos Elijah. Gdy skupiłam się odrobinę bardziej, zlokalizowałam, iż Pierwotny znajduje się w salonie. Wnioskując po oddechach, poza nim w pokoju były jeszcze dwie osoby. Stefan oraz Elena. – Powinniśmy przypuszczać, że Klaus jest przygotowany do złamania klątwy.
Wymieniliśmy z Damonem znaczące spojrzenia i w wampirzym tempie się ubraliśmy. Ruszyliśmy w stronę salonu, ale w odległości kilku kroków od progu Salvatore się zawahał. Stał tam niczym kołek, a w jego oczach mogłam dostrzec, iż wrodzona ciekawość walczy w nim z równie wielką ciekawością. Prychnęłam lekceważąco na te rozterki i  minęłam go, wchodząc tym samym do pokoju. Stefan, Elena oraz Elijah przerwali rozmowę na mój widok, lecz nie zwracałam na to uwagi.Minęłam siedzącego w fotelu Salvatore i usiadłam na skórzanej kanapie obok zdezorientowanej Gilbertówny. 
-         Nie przeszkadzajcie sobie – powiedziałam na zdziwione twarze dwójki z nich, Elijah jak zwykle zachowywał kamienny wyraz twarzy. – Kontynuujcie.
Stefan wpierw zamrugał zdekoncentrowany, po czym wypuścił głośno powietrze przez nozdrza. W końcu pochylił się w moją stronę, opierając łokcie na kolanach, a palce zaplatając ze sobą.
-         Elena właśnie mówiła, że klątwa słońca i księżyca to oszustwo – rzekł. Uniosłam brwi w wyrazie zdziwienia, jednak nic nie odparłam, nie chcąc przerywać.
-         Tak, tłumaczyłem to wcześniej – podjął Elijah. Zwróciłam swoje spojrzenie na niego. Stał naprzeciwko mnie z jedną ręką schowaną w kieszeni stylowego garnituru, a drugą zgiętą w łokciu i pokazującą bliżej nieokreślony gest.- W rzeczywistości jest to klątwa rzucona tylko na Niklausa. Mój brat jest wampirem zrodzonym z romansu mej matki z wilkołakiem. Zaklęcie utrzymuje jego wilczą naturę w uśpieniu. Ale jeśli je złamie… Będzie wtedy prawdziwą hybrydą.
Elena i Stefan pokiwali twierdząco głowami. Wampir chwycił ją kojąco za dłoń, a ta uśmiechnęła się do niego. Wtem zza pleców Elijahy wyłonił się Damon.
-         Więc dlaczego mu na to pozwalamy? Możemy go zabić. – powiedział, stając koło Pierwszego i tym samym skupiając na sobie uwagę wszystkich. – Z pomocą Bonnie. – Ostatnie zdanie skierował do Gilbertówny, wyraźnie podkreślając imię jej przyjaciółki. Dziewczyna westchnęła, wyraźnie zmęczona wciąż wałkowaniem tego samego tematu, już otwierała usta, by po raz kolejny wyłożyć Salvatore swoje racje, jednak nie uczyniła tego. Ja to zrobiłam.
-         Damon, nie ma takiej opcji. Bonnie nie może zaczerpnąć tyle mocy bez nazywania tej misji samobójczą. – Brunet spojrzał w moją stronę zdziwiony. Pierwszy raz stawałam po stronie Eleny, a tym samym przeciwko niemu, w tej kłótni. Jednak miałam w tym swój cel. Na chwilę obecną ukryty, ale wkrótce wszystko mu wyjaśnię. Tłumaczyłam tak to sobie, aczkolwiek jego wściekłego spojrzenie, wciąż mnie bolało. Przypominało ten sen… Potrząsnęłam głową, jakby ten ruch miał odgonić natrętne myśli. Zwróciłam spojrzenie swych zielonych oczu na Pierwotnego. – Elijah, jak mielibyśmy pokonać Klausa, według twojego planu ?
-         Mój brat będzie najsłabszy podczas przemiany, nastąpi ona bezpośrednio po rytuale…
-         Zaraz – przerwałam mu, zaskoczona. – Skoro Klaus ma przejść przemianę w wilkołaka, to czy nie powinno się to wydarzyć podczas pełni ?
-         Hybryda nie jest niewolnikiem księżyca, ale faktycznie rytuał musi się odbyć podczas pełni, co oznacza, że nie mamy wiele czasu – odparł Elijah.
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem, jednak myślami byłam gdzie indziej. Słowa Pierwotnego dały mi do myślenia. To oznacza, że razem z Bonnie musimy odprawić czar podczas trwania obrzędu złamania klątwy, a miałam nadzieję, iż zrobimy to wcześniej. Nie wiadomo jak wtedy zachowa się Klaus. Może jacyś jego czarownicy będą nas atakować ? Może będą też jacyś wampirzy ochroniarze ? To wszystko zmienia.
-         Rytuał sam w sobie jest stosunkowo prosty – kontynuował Elijah. – Składniki, że się tak wyrażę, już znacie. Po pierwsze kamień księżycowy. Czarownica skieruje moc pełni księżyca do kamienia, który uwolni zaklęcia. Następnie Klaus, będący jednocześnie wilkołakiem jak i wampirem, złoży w ofierze jedno z każdego gatunku.
-         A jaka jest moja rola ? – zapytała Elena, nerwowo obracając bransoletkę na nadgarstku.
-         Ostatnia część obrzędu. Klaus musi wypić krew sobowtóra… - Elijah mówiąc to podszedł do, stojącego nieopodal stolika i otworzył, leżącą na nim ozdobną szkatułkę, po czym dokończył - do ostatniej kropli, do momentu twojej śmierci.
Damon wykrzywił usta w grymasie niezadowolenia, jakby sama myśl o śmierci dziewczyny sprawiała mu ból, ja jednak nie patrzyłam na niego, a na Elenę. Oddychała ciężko, a Stefan wziął ją za rękę i uścisnął lekko. Młodszy Salvatore przetarł dłonią oczy, w wyrazie zmartwienia, ale Gilbertówna uśmiechnęła się do niego, po czym zwróciła się do Elijah.
-         I tutaj wkraczasz ty.
Pierwotny sięgnął do wnętrza szkatułki i wyjął z niej sporych rozmiarów kryształ, wypełniony płynem o barwie kremu. Uniósł go nieco, abyśmy mogli obejrzeć naczynie wraz z zawartością z każdej strony.
-         To jest eliksir, który zdobyłem jakieś pięćset lat temu dla Kateriny. Posiada on pewne magiczne właściwości reanimacyjne. Więc zginiesz, a później zmartwychwstaniesz.- Elena pokiwała w zrozumieniu głową i wyciągnęła ręce po kryształ, aby mu się przyjrzeć. Pierwotny podał naczynie dziewczynie.
-         To jest twój plan ? – zapytał rozzłoszczony Damon. Jego niebieskie oczy zaszły wściekłością. Piorunował wzrokiem  Elijahę. – Magiczna mikstura bez terminu ważności ? – Przeniósł spojrzenie na Elenę. – Chcesz wrócić do życia, co z pierścieniem Gilbertów ?
-         Te pierścienie działają tylko na ludzi. Sobowtór jest istotą nadnaturalną – wyjaśnił Elijah. – Istniej ryzyko, że nie zadziała.
-         Wolę już to niż twój eliksir – prychnął Damon, po czym powtórnie zwrócił spojrzenie pełne wątpliwości na Elenę. – Co jeśli to nie zadziała, Eleno ? - Gilbertówna zagryzła wargę, po czym spokojnym głosem powiedziała:
-         Wtedy po prostu pozostanę martwa.
Damon rozwarł usta, jakby chciał powiedzieć „Co?”, po czym przeniósł zdenerwowany wzrok na Stefana. Jednak jego brat jedynie wzruszył ramionami. Wskazał na Elenę, przypominając, że to jej wybór, po czym spuścił głowę.
Starszy Salvatore przymrużył oczy, po czym spojrzał na mnie wymownie i wyszedł. Gilbertówna westchnęła przeciągle, spoglądając jak Damon odchodzi. Powróciła do obracania bransoletki na przegubie. Stefan uścisnął ją pocieszająco, po czym wyszedł za bratem.
Elena podążała za nim wzrokiem, a gdy tylko opuścił pokój westchnęła przeciągle i wstała. Podeszła do szkatułki i włożyła do niej naczynie.
-         Dlaczego Damon nie rozumie, czemu chcę to zrobić ?
-         Dlaczego ? – zapytałam, podchodząc do niej i Elijahy. Gilbertówna spojrzała na mnie zdziwiona.
-         Jestem kluczem do złamania klątwy. Klaus jest tu przeze mnie, a jeśli nie będę mu posłuszna, zacznie mordować ludzi. – Wzruszyła ramionami. – To takie proste.
Oblizałam wargi. Mimo iż w najmniejszym stopniu nie pałałam do tej dziewczyny żadnym ciepłym uczuciem to jednak w tym momencie poniekąd mi zaimponowała. Była gotowa poświęcić się dla tych, których kocha. To ją różniło od Katherine. Petrova nie była zdolna do żadnych ofiar, poza tymi z innych ludzi. Jednak raziło mnie w jak idiotyczny sposób troszczy się o innych. Nie szuka innego, bezpieczniejszego sposobu, po prostu trzyma się tego, co już ma, zapominając, co jej przyjaciele przeżyją po jej stracie… I znów uderzyły we mnie wspomnienia ze snu. Płomienie, Klaus, Bonnie, Damon. Zdruzgotany Damon… po mnie. Po mojej stracie.
-         Wiesz, że istnieje możliwość, iż eliksir nie zadziała ? – zwrócił się Pierwotny do Gilbertówny, tym samym wyrywając mnie z zadumy. – Nie chcę cię zwodzić.
-         Wiem jakie mam szanse – odparła Elena z tą upartą, wojowniczą miną, a jednak poniekąd przegraną.
Wtem od strony korytarza dobiegł do nas pojedynczy trzask zamykanych drzwi, a potem seria krzyków. Jenna awanturowała się z… Alariciem. Czyżby Klaus był na tyle nieostrożny by przychodzić tu tuż przed pełnia, kiedy już wszyscy wiemy, że opętał ciało Saltzmana ?
Gilbertówna spojrzała w tamtą stronę ze zmartwioną miną, po czym wszyscy ruszyliśmy do korytarza.
Jenna stała tam z… kuszą wycelowaną prosto w serce Rica. Nauczyciel uniósł ręce nad głowę w geście kapitulacji, jednak kobieta miała twardą minę i nie opuszczała broni. Przyszli także Stefan oraz Damon, zaalarmowani krzykami. Stali za Saltzmanem.
-         Jenna, odłóż tę kuszę, dobrze ? To ja. Klaus mnie wypuścił.
-         Trzymaj się ode mnie z daleka – odparła Ricowi Jenna, wciąż w niego celując.
-         Co się dzieje ? – zapytała Gilbertówna, podchodząc do swej ciotki.
-         To ja, Eleno, przysięgam. Wypuścił mnie. Klaus pozwolił mi odejść.
-         Udowodnij to – odparł Damon nieufnym tonem.
-         Dobrze… - westchnął Saltzman, opuszczając ręce. Skierował swe spojrzenie na Jennę. - Podczas naszej pierwszej wspólnej nocy, Jeremy wszedł w chwili, gdy miałem …
-         To on ! – wykrzyknęła pośpiesznie ciotka Eleny, po czym opuściła kuszę, a ja prychnęłam śmiechem. Zapanował chwila niezręcznego milczenia, którą wreszcie przerwał Stefan.
-         Dlaczego cię wypuścił ?
-         Chciał, bym przekazał wiadomość – zaczął Alaric. Przełknął z trudem ślinę, po czym dokończył. – Ofiara zostanie złożona dziś w nocy.

Wszyscy przeszliśmy do salonu, za wyjątkiem Damona, który w czasie całego zamieszania gdzieś się ulotnił. Miałam zamiar pójść zaraz za nim, ale najpierw musiałam sprawdzić czy Alaric czegoś nie pamięta. Wyręczył mnie w tym Stefan, który postanowił zrobić Saltzmanowi przesłuchanie. Nauczyciel usiadł na kanapie, natomiast Salvatore przechadzał się w te i z powrotem przed nim, co jakiś czas zadając pytania. Jenna z Eleną usiadły na kanapie naprzeciwko Rica, ja ustałam w progu i przysłuchiwałam się, jednym okiem spoglądając na Elijahę, który kręcił się w pobliżu swej szkatułki.
-         Więc nie pamiętasz nic z tego, co się stało ? – zapytał Stefan.
-         Nie, to tak jakbym zemdlał i obudził się trzy dni później – wyjaśnił Saltzman, po czym po krótkiej pauzie dodał – Była tam Katherine.
-         Jest zauroczona – odparł Stef. - Damon podrzucił jej trochę werbeny, ale nie może odejść dopóki Klaus jej nie powie, że może.
-         Gdzie jest Damon ? – zapytała Elena, a ja założyłam włosy za ucho i nasłuchiwałam jakiś odgłosów, które mógłby wydawać Salvatore, usłyszawszy je, odrzekłam:
-         Jest na górze, w swoim pokoju. - Elena wstała ze zmęczonym westchnięciem. Alaric odprowadził ją wzrokiem, po czym zapytał:
-         Więc co jeszcze zrobiłem ?
-         Oh, nic takiego – odparłam rozluźnionym głosem. Następnie uniosłam nieco dłoń i zaczęłam wyliczać następujące rzeczy, przy każdym dotykając kolejnego palca - Chciałeś zabić Bonnie, bardzo prawdopodobne, że torturowałeś Katherine, chociaż to mnie akurat cieszy, powiedziałeś Jennie o wampirach, groziłeś śmiercią oraz innymi przykrymi rzeczami i ogólnie zachowywałeś się jak psychopata. Coś pominęłam ?
Alarica wpierw zamurowało, jednak po chwili spuścił głowę. Stefan posłał mi karcące spojrzenie, ale ja tylko uśmiechnęłam się promieniście. Wzruszyłam ramionami, po czym wyszłam z pokoju i skierowałam swe kroki w stronę sypialni Damona. Weszłam po schodach i postąpiłam kilka kroków dalej przez korytarz, jednak kawałek przed drzwiami zatrzymałam się. Elena wciąż była w jego pokoju.
-         Chcę, abyś zrozumiał, dlaczego to robię – dobiegł mnie spokojny głos Gilbertówny.
-         Po co ? To oczywiste, że nie liczy się to co ja myślę – odparł o wiele mniej spokojny Salvatore. Podłoga zaskrzypiała pod jego stopami.
-         Wszystko będzie ze mną w porządku, Damon. Wypiję eliksir, Bonnie zabije Klausa i wtedy wszystko się nareszcie skończy.
-         Jeśli mikstura zadziała.
-         Zadziała.
-         Myślisz, że zadziała. Chcesz, by zadziałała. Dlaczego jestem jedynym przekonanym, że nie zadziała ? Musi istnieć inny sposób. – Wzdrygnęłam się na te słowa. Czyżby Damon zamierzał jednak powiedzieć jej o mnie  ? Jednak już po chwili odetchnęłam z ulgą. – Zginiesz, Eleno.
-         A potem powrócę do życia – odparła dobitnie.
-         To nie jest ryzyko, które chcę podjąć – usłyszałam, iż znów przybliża się do dziewczyny, a ona postępuje krok bliżej niego.
-         Ale ja tak – odparła Elena. - To jest moje życie. Mój wybór.
Na chwilę zapadła cisza pełna sprzeczności, a ja zaczęłam się zastanawiać nad moim własnym wyborem, o którym Damon nawet nie wiedział. Rozumiałam, że go zostawię, ale jeśli to oznacza śmierć Klausa i ocalenie jego Eleny… to warto. Poza tym, gdy byli sami… Wydawało się jakby mieli skończyć razem. Gdzieś na końcu tej pogmatwanej historii, nie widzę Gilbertówny z młodszym bratem, a jedynie ze starszym. Wiem, że to złamie serce Stefanowi, ale - choć to zabrzmi okropnie, gdyż tego Salvatore również uwielbiam - wolę by on cierpiał niż Damon.
-         Nie mogę cię stracić – wyszeptał Damon.
-         Nie stracisz – odparła również szeptem Gilbertówna.
Chciałam im przeszkodzić. Dosłownie chciałam zepsuć ten moment. Mimo iż wiedziałam, że nic się nie wydarzy to jednak jakiś głosik głęboko w mojej głowie wykrzykiwał: „To ze mną musi porozmawiać!”. Z resztą nawet gdyby coś pomiędzy nimi nagle zaskoczyło to co ? Przecież tego życzyłam Damonowi. Chciałam, by to on skończył z Eleną, mimo iż jej nie cierpiałam to skoro on pragnął być z nią to było to także moje pragnienie.
Postanowiłam posłuchać głosu rozsądku i odejść. Jednak wciąż kotłowało się we mnie jedno pytanie: „Skąd te myśli ?”

Wróciłam na dół. Jenna i Alaric gdzieś poszli, natomiast Stefan siedział wraz z Elijahą w salonie. Po chwili doszła do nas również Elena, ale bez Damona. Zmarszczyłam brwi. Myślałam, że cały czas byli razem. Nasłuchiwałam odgłosów domu, ale doleciała do mnie jedynie cicha rozmowa Jenny i Rica, ani śladu starszego Salvatore.
-         Zróbmy to – powiedziała Elena energicznie.
-         W porządku więc – odparł Elijah. Powtórnie wyjął kryształ ze szkatułki, ozdobionej szlachetnymi kamieniami. Odkorkował naczynie i sięgnął po stojącą obok szklankę. Wlał do niej całą zawartość buteleczki. Szklanka wypełniła się kremowym płynem, a po pomieszczeniu rozniósł się stęchło-słodki zapach mikstury. Pierwotny podał szkło szatynce, a ta chwyciła je w obie dłonie. – Do dna.
Elena pokiwała głową, po czym przechyliła naczynie. Wypiła duszkiem całą zawartość szklanki, a gdy odsunęła usta od szkła zaniosła się głośnym kaszlem. Stefan doskoczył do niej i złapał ją za ramiona. Spojrzał pytającym spojrzeniem na Elijahę, ale ten patrzył niewzruszenie.
Po chwili napad kaszlu minął. Elena wciągnęła gwałtownie powietrze, po czym skrzywiła się. Stefan podał jej wodę, a gdy dziewczyna ją wypiła, uśmiechnęła się.
-         A więc już jestem gotowa.

Potem wsiadłam w samochód i ruszyłam do domu Bonnie. Musiałam z nią porozmawiać o zmianach w naszym planie, jednak po drodze postanowiłam wstąpić do Grilla, aby wychylić kilka szklaneczek burbonu. Od rana nie wypiłam ani kropli krwi, więc przynajmniej spożyję trochę alkoholu przed spotkaniem z czarownicą. Zaparkowałam przed lokalem i ruszyłam w stronę wejścia. Już miałam chwycić za klamkę, kiedy drzwi dosłownie walnęły mnie w nos. Chwyciłam się za bolące miejsce. Pod palcami poczułam lepką ciecz, sączącą się powoli z moich nozdrzy. Odsunęłam dłoń.
-         Wybrałeś sobie złą osobę… - zaczęłam groźbę, ale przerwałam w pół zdania. Twarz mojego oprawcy była znajoma, diabelski uśmiech dobrze mi znany, a złośliwy błysk w oku nie raz prześladował mnie w sennych koszmarach. Niemożliwe…
-         Witaj, kochana – przywitał się z wyraźnym akcentem od którego przeszły mi ciarki po plecach.
-     Klaus…
***
Hejka, miśki !
A więc oficjalnie wszystkim niedowiarkom, chcę powiedzieć "Ha!".
Co ? Myśleliście, że nie dam rady do końca miesiąca ? Guzik!... Choć poniekąd prawda.
Daję wam oto jedynie połowę rozdziału. Mam napisane trochę więcej, jednak specjalnie chciałam skończyć w tym momencie, żeby może pozostawić jakąś tajemnicę czy tam niedosyt ;p
Co do dalszego bytu lub nie bytu tej historii... Podjęłam już decyzję, ale odpowiedź poznacie później, mhahahah<--- sadystyczny śmiech
Porobiłam trochę zmian, pomiędzy fabułą serialu, a opowiadaniem, ale wszystko mi się (mam nadzieję) ładnie sklei, także ten tego ten... Chyba będzie dobrze.
Anyway, zbliżamy się do końca drugiego sezonu i jestem ciekawa jak wy widzicie ten koniec ? Będę przeszczęśliwa jeśli zaszczycicie mnie swoimi domysłami ;> Soooł, ja już nie zanudzam, bye ;*
Wasza Lenena
PS Może jeszcze w tym tygodniu po nadrabiam zaległości w komentowaniu :)