poniedziałek, 29 lutego 2016

"Musimy porozmawiać"


3x08
Słońce ponownie wzniosło się nad Mystic Falls. Ciepłe promienie rozlały się po miasteczku, zapowiadając kolejny bezchmurny dzień dla mieszkańców. Strumienie światła wkradały sie wszędzie, nawet nie chciane. W ten oto sposób zawitały w pokoju śniadej nastolatki, budząc ją z niespokojnego snu. Dziewczyna uniosła niechętnie powieki i przewróciła się na drugi bok, by promyki nie mogły dosięgnąć jej twarzy. Nie zamierzała wstawać. Czuła moralnego kaca z powodu wypowiedzianych dzień wcześniej słów, a nie była gotowa na naprawienie sytuacji. Miała mętlik w głowie. Najchętniej zagrzebałaby się w pościeli, pozwalając Morfeuszowi pochwycić się w ramiona. Jednak bożek najwyraźniej nie chciał jej odwiedzić. Bennetówna przewracała się prze jakiś czas na łóżku, próbując najróżniejszych pozycji, jednak w końcu poddała się i wstała.
Rozejrzała się z pewnym przestrachem, jednak już po chwili z ulgą stwierdziła, że rudowłosej nigdzie nie ma. To ona zajmowała jej myśli. Po wczorajszej rozmowie ze Stefanem sporo rozważała nad losem zmarłej. Nadal uważała, że Damon nie zasługuje na Heidi, ani na nic dobrego. Jednak nie chciała karać Santino za przewinienia Salvatora. Wbrew własnej woli, bardzo zżyła się z wampirzycą i pragnęła przywrócić ją do życia, bardziej niż cokolwiek innego. Mimo wszystko za każdym razem, gdy przekonywała się, by dalej dążyć do wskrzeszenia rudowłosej, przed jej oczami ukazywał się obraz zakrwawionej Eleny, zaatakowanej przez Damona. Czy to nie byłaby zdrada względem Gilbertówny?

Stefan również wstawał już z łóżka. Podszedł do balkonu i odsłonił ciężkie zasłony. Przez chwilę patrzył na rozciągający się przed nim widok. Las wyglądał wspaniale, wiewiórki przeskakiwały z gałęzi na gałąź, a mała grupa królików korzystała z kąpieli słonecznych, nie zauważając zbliżającego się do nich drapieżnika. Stefan nawet przez szybę, był w stanie usłyszeć szelest liści, poruszonych lekkim podmuchem wiatru. Zapragnął wyjść na zewnątrz, ale powstrzymał się. Nie chciał obudzić Eleny skrzypieniem drzwi. Odwrócił się w stronę ukochanej, drzemała wciąż, z lekko zmarszczonymi brwiami i przewracała się z boku na bok. Miała zły sen? W objęciach Salvatora jakoś przetrwała noc w miarę spokojnych warunkach. Lecz gdy tylko wampir oderwał od niej ramiona, zaczęła się wiercić niespokojnie. Stefan zastanawiał się czy jej nie obudzić. Na pewno się męczyła, ale rzeczywistość mogła jej się wydać jeszcze bardziej przygnębiająca. W końcu
Salvatore wpadł na pewien pomysł. Podszedł do łóżka i usiadł na jego krawędzi, tuż obok Eleny. Dotknął policzka dziewczyna, po czym zamknął oczy w skupieniu. Jako wampir mógł wniknąć do jej umysłu, kiedy była nieświadoma. Jednak było to dla niego trudne ze względu na jego dietę, która składała się ze zwierząt, a nie jak większości wampirów z ludzi. Po kilku minutach starań zauważył, że Gilbertówna się rozluźnia, on natomiast poczuł wzbierający głód. Odgarnął jeszcze Elenie włosy za ucho i pocałował ją w czoło, po czym wstał z łóżka. Podszedł do niewielkiej szafy, wyciągnął z niej byle jaką koszulkę oraz ciemne dżinsy. Ubrał się, a następnie zszedł na dół. Zanim wyjdzie na polowanie chciał przyrządzić coś dla ukochanej, w razie gdyby się obudziła przed jego powrotem. Skierował swe kroki do kuchni. Wyjął odpowiednie składniki i zaczął przygotowywać naleśniki. Po przygotowaniu masy, kiedy chciał już wylewać pierwszą porcję na rozgrzaną patelnie, usłyszał natarczywe pukanie do drzwi. Odstawił wszystko i w wampirzym tempie ruszył do drzwi, by gość nie zdążył obudzić Eleny. Nacisnął klamkę, a jego oczom ukazała się Bennetówna. Był nieco zdziwiony jej widokiem o tak wczesnej porze, nie wspominając nawet o wczorajszym dość ostrym wyjściu.
-          Bonnie?  Co tu robisz?
-          Szukam Heidi. Rozglądam się za nią, odkąd wstałam, ale nigdzie jej nie widać. Pomyślałam, że może jest u Damona. – Imię starszego Salvatore wypowiedziała z prawdziwym obrzydzeniem. – Mogę wejść?
-          Tak, jasne – odparł Stefan , odsuwając się na bok, by przepuścić mulatkę. – Właściwie to nawet dobrze, że jesteś. Musimy porozmawiać.

Tymczasem Damon siedział, jak mu się wydawało, samotnie w celi. Podniósł się z pryczy i poczłapał w kierunku drzwi. Sięgnął do okienka, w którym stały kraty, po czym zdjął stamtąd wcześniej zostawioną torebeczkę z krwią. Z obrzydzeniem stwierdził, że większość płynu zakrzepła, a całość zamieniła się w raczej odpychającą maź z grudkami. Opakowanie było prawie pełne, lecz on nie zamierzał próbować jak zawartość smakuje. Wczoraj wypił zaledwie dwa łyki, wystarczająco by przeżyć i poruszać się tak żwawo jak człowiek, jednak nie zapewnia to sytości ani żadnych wampirzych sztuczek. Normalnie wychłeptałby cały woreczek na raz, a może nawet skusił się na trzy kolejne, jednak nie tym razem. Potrzebował umiaru. Nadszedł czas na zmiany. Postanowił poczekać na wizytę Stefana i dostawę świeżej krwi. Z burczeniem w brzuchu powlókł się z powrotem na łóżko.
Heidi obserwowała działania ukochanego, sama leżąc na pryczy. W nocy nie zmrużyła oka choćby na chwilę. Już nie musiała, skoro w pełni umarła. Zamiast na sen, przeznaczyła ten czas na przyglądanie się Damonowi. Sama się sobie dziwiła jak bardzo ją wystraszył swoim wybrykiem. Gdyby mogła, ostro by mu za to przygadała. Jednak nie miała takiej możliwości, więc jedynie cieszyła się jego bliskością. Zastanawiała się o czym myśli. Zauważyła, że jego mięśnie są napięte. Łokcie oparł o kolana, a dłońmi przejechał po twarzy, by w końcu mogły spocząć na jego ustach.
Jest zdenerwowany, to dobrze – pomyślała. – Czyli przejmuje się tym co zrobił, nie daje mu to spokoju. Czuje.
Przejechała palcem po jego przedramieniu. Robiła tak co jakiś czas, by sprawdzić, czy może jakimś trafem poczuje jej dotyk. Jednego razu, w nocy, już myślała, że nastąpił jakiś przełom, ale wampira najwidoczniej tylko coś zaswędziało, gdyż tylko się podrapał, po czym przewrócił się na drugi bok, nie uchyliwszy nawet powiek. Heidi nie liczyła na jakiś cud. Już wiedziała, co powoduje chwilową jej obecność w rzeczywistym świecie. Silne emocje sprawiają, iż jest w stanie zmaterializować się na kilka chwil, ale nic więcej. Jednak nie mogła się powstrzymać od głaskania silnych ramion bruneta. Od tego zajęcia oderwało ją dopiero głośne kaszlnięcie. Damon podniósł wzrok, a Santino aż podskoczyła zaskoczona i prędko odwróciła się w stronę drzwi. W okienku dojrzała Bennetównę.
-          Co się stało, Bonnie? – zapytała rudowłosa, powracając do gładzenia skóry Salvatora.
-          Musimy porozmawiać – odparła z powagą wiedźma, po czym kiwnęła głową w kierunku wyjścia z piwnicy i sama ruszyła w tamtą stronę.
-          Gdzie idziesz? – zapytał Damon, nie zdając sobie sprawy iż Bennetówna nie mówiła do niego. Podszedł do drzwi i chwycił za kraty. - Bonnie, nie mogę stąd wyjść! Musimy porozmawiać tutaj. Bonnie!
Santino przewróciła oczami na brak dyskrecji, ze strony czarownicy. Wstała z pryczy, minęła nieco szamoczącego się Damona i jeszcze raz przejechała dłonią po jego barku. Przeniknęła przez zamknięte drzwi, nie śpiesząc się, ruszyła na górę.
Dziwiło ją zachowanie Bennetówny. Myślała, że będzie chciała od niej trochę odpocząć i z radością przyjmie chwilowy brak Santino wokół siebie.
Widocznie nie może się mną nacieszyć – zażartowała zmarła w myślach.
Dodatkowo nie pasował jej ten poważny ton. Czyżby Bonnie miała do przekazania złe wieści? Może zamierzają razem ze Stefanem powiedzieć Damonowi o jej istnieniu? Może Elenie się pogorszyło i umiera? Może Bonnie już wie, że nie ma sposobu na wskrzeszenie jej?
Natłok tych myśli wypełnił Adelheid strachem. Zadrżała i zawahała się przed postawieniem kolejnego kroku na drewnianych stopniach.
To głupie, przecież i tak musisz tam wejść – wyrzuciła sobie, po czym z dozą obawy pchnęła drzwi i ruszyła przed siebie.

***
No, kto by pomyślał, znowu jestem na czas ;D To jest chyba metoda, muszę mówić, że będę mniej więcej w okolicach jakiejś daty to wtedy pojawię się  na czas x)
Anyway, chcę wyjaśnić dwie sprawy:
1. W tym rozdziale miało być coś na temat wskrzeszenia, jednak postanowiłam zamieścić to dopiero w następnym.
2. Kiedy pisałam, że Heidi szaleje nad Damonem nie chodziło mi o to, że zwariowała. Przez jej miłość do niego, czasami przymyka oko na pewne jego zachowania. Pisząc szaleństwo miałam na myśli to, że go szalenie, bezgranicznie kocha i wybaczy mu wszystko.
Także to tyle chciałam powiedzieć. Piszcie komentarze, dodawajcie swoje uwagi i nie bójcie się krytykować;)
Do zobaczenia w okolicach 30.03.
Wasza Lenena :*                              
PS Swoją drogą strasznie mi się podoba proporcja pomiędzy dialogami, a opisami w tym rozdziale, chyba pierwszy raz mi się tak udało :D

7 komentarzy:

  1. Bardzo fajny rozdział :) Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooooch genialny czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba ;)

      Usuń
  3. Rzeczywiście nie zrozumiałyśmy się z tym szaleństwem. Tzn dobrze zrozumiałam twój przekaz w notce, a to co pod notką już gorzej. w każdym razie widać wyraźnie, że Heidi jest zakochana w Damonie po uszy. Sam fakt, że prawie wcale nie myśli o tym, co on zrobił Elenie i jak się zachowywał przez ostatni czas mówi samo za siebie. Jej chyba wystarczy fakt, że Damon jest wkurzony tym swoim zachowaniem (chyba tym), żeby go usprawiedliwić czy wybaczyć. No cóż, to musi być miłość;)

    Nie dziwię się, że Bonnie ma dylemat. Tylko że niewskrzeszenie Heidi byłby teraz takim hm... ukaraniem Damona. I myślę, że nie można tego robić kosztem zmarłej. Jeśli jest możliwość, by przywrócić ją do życia, to chyba powinni z tego skorzystać. A Damon powinien dostać za swoje w jakiś inny sposób, który nie będzie krzywdził innych ludzi.
    Ciekawa jestem, co postanowiła Bonnie! ;) I też mi się podoba proporcja dialogów i opisów;)

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie Bonnie ma swój plan, wszystko niedługo się wyjaśni ;)
      Dziękuję za miłe słowa ;*

      Usuń
    2. W takim razie czekam niecierpliwie ;*

      Usuń