niedziela, 21 sierpnia 2016

... oprócz naszej więzi, cz.I

3x11
Kończył się dzień i powoli zaczynała noc, w Mystic Falls zapadał już zmierzch. Słońce chyliło się ku zachodowi, pozostawiając jeszcze nikłe promienie, barwiące niebo na rozmaite odcienie pomarańczowego oraz różu. Ostatnie trele ptaków milkły, by ustąpić miejsca koncertom odgrywanym przez świerszcze oraz inne hałaśliwe insekty, które budziły się do życia. W koronach drzew szumiał delikatny wiaterek, sprawiający wrażenie iż temperatura jest jeszcze niższa niż w rzeczywistości.
Na ganku przed pensjonatem Salvatorów zapalały się automatyczne światła, ledwie widoczne z okien sypialni Damona, gdzie Bonnie, Stefan, a także Heidi szukali księgi zaklęć należącej przed laty do matki tej ostatniej. Przeczesywali pokój już od dłuższego czasu, ale nigdzie nie mogli znaleźć pożądanego starodruku. Starszy Salvatore znany był ze swego zamiłowania do skrytek, a mimo iż zarówno Heidi jak i Stefan przez lata poznali wiele z jego ulubionych miejscówek, ta jedna najwyraźniej nie została jeszcze przez nich odkryta.
-          Mam już dość – powiedziała Bonnie, rzucając się na rozbebłane łóżko, efekt ich poszukiwań pod materacem oraz w pościeli. – Szukaliśmy już chyba wszędzie. Sprawdziliśmy wyjmowane płytki w łazience, przesuwane panele, ognioodporną szkatułkę w kominku, wszystkie podwójne szuflady, drugie dno szafy… - poczęła wyliczać na palcach mulatka – i nic!
-          Spokojnie, na pewno ją znajdziemy – odparł Stefan, który jak zwykle próbował uspokoić sytuację.
Jednak on także powoli zaczynał się denerwować, w końcu nie mieli całej nocy na poszukiwania, a jeszcze trzeba będzie ogarnąć to miejsce. Pokój Damona wyglądał jak po przejściu huraganu, a przecież nie chcieli, by wampir coś zauważył. Musieli się pośpieszyć. W końcu Elena nie będzie w stanie w wieczność odwracać jego uwagę.
-           Wydaje mi się, że była tu jeszcze skrytka za którymś z tych malowideł – wymruczał zdejmując jeden z krajobrazów. Postukał w ścianę. – Nie wiesz może za którym, Heidi?
-          Hmm? – Salvatore wyrwał umarłą z zamyślenia. Podniosła wzrok znad przeglądanej właśnie szuflady, po czym potrząsnęła głową. – Wasz ojciec miał sejf za tym obrazem. Damon zabrał go z waszej starej posiadłości i tu powiesił, ale o ile mi wiadomo to nic za nim ani za innymi malowidłami nie ma.
Bonnie powtórzyła Stefanowi słowa Santino, a ona sama pochyliła się ponownie nad szufladą, wznawiając poszukiwania. Choć tym razem jedynie bezmyślnie wgapiała się w przedmioty. Jej także nie mobilizował dotychczasowy brak wyników. Zaczęła już myśleć, że może księgi wcale tu nie było. Może Damon wyrzucił ją dawno temu. W przypływie gniewu na nią i jej odejście cisnął księgą z impetem przez okno. Albo leży teraz zasypana gdzieś w lesie, zostawiona tam przez Salvatora, bo nastręczała mu myśli o Heidi. Jeszcze inaczej, spalił ją w kominku. Zalał wpierw alkoholem, a potem podłożył ogień i patrzył jak okładka oraz kartki zamieniają się w proch. A może Damonowi wcale nie zależało na tej księdze? Może nie pamiętał lub nie miało dla niego znaczenia jak ważną stanowi to dla niej pamiątkę? Sprzedał ją pierwszej lepszej wiedźmie lub zostawił w śmietniku.
Pojedyncza łza przebiegła po policzku zmarłej, znikając w burzy rudych włosów. Heidi szybko wytarła pozostawiony przez nią ślad i przywołała się do porządku. Trzeba powrócić do przeglądania rzeczy Salvatora. Nie myśleć, działać.
-          Nie wiem jak wy, ale ja potrzebuję drinka – powiedziała głośno Bonnie. – Tylko nie z tych szklanek. – Wiedźma spojrzała z niesmakiem na stojące na stoliczku nocnym szkło. – Bez obrazy, Heidi, ale Damon to taki żigolak, że boję się czymś zarazić.
Bennetówna zachichotała, po czym przeskoczyła przez łóżko. Stanęła po drugiej stronie i zahaczyła o stojący tam stos książek, przewracając je. Zaklęła pod nosem, po czym pochyliła się by je pozbierać. Zaciekawił ją wybór książek Damona: „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell, „Tańczący z wilkami” Michael Blake, „Buszujący w zbożu” J.D. Salinger, a tuż pod „Lotem nad kukułczym gniazdem” Ken Keseya…
-          Hmm… - wymruczała.
-          Co jest, Bon? – zapytał Stefan, odwracając się do niej twarzą.
-          Niby ty jesteś jego bratem, Heidi też jest z nim blisko, a w końcu… - podniosła z ziemi zniszczoną księgę i pokazała ją okładką do wampira – okaże się, że to ja znam go najlepiej.

-          Ja poproszę hamburgera, piwo i… może do tego frytki – powiedział Damon do kelnerki, po czym z zapierającym dech w piersi uśmiechem oddał zarumienionej dziewczynie menu. Blondynka zabrała od niego kartę, po czym odeszła kręcąc biodrami. Wampir podążył za nią wzrokiem, ale jego myśli bardziej skupiały się na smaku krwi dziewczyny, niżeli na jej krągłościach. Po sekundzie odwrócił się z powrotem do Eleny.
Salvatore siedział wraz z Gilbertówną w Grillu. Było dosyć tłoczno, wiele par przyszło tu na romantyczną kolację przed organizowanym przez miasto pokazem filmów. Przygaszono więc światło, stoliki przykryto eleganckimi obrusami, postawiono małe różyczki w uroczych wazonikach oraz zapachowe świeczki dla utworzenia właściwego nastroju.
-          Po co zamówiłeś frytki? – zapytała Elena. – Hamburgera jeszcze rozumiem, trzeba zachować pozory, ale po co zamawiać więcej skoro i tak nie musisz jeść?
-          Taki facet jak ja i miałby się zadowolić jednym hamburgerem? To byłoby podejrzane. – Damon uśmiechnął się zadziornie, a szatynka przytaknęła, chichocząc. – Poza tym one nie są dla mnie tylko dla ciebie. – Elena zmarszczyła brwi w zdziwieniu. – Jak każda kobieta zamówiłaś tylko sałatkę z kurczakiem, a potem będziesz pożerać wzrokiem mojego przepysznego hamburgera z krwistym stekiem. Gentelman zamawia coś dodatkowego niby dla siebie, a potem pozwala to zjeść kobiecie. – Damon puścił oko do szatynki, a ta znowu zachichotała.

Choć Elena obawiała się, że ze względu na to, iż od dawna nie spędzała czasu sam na sam z wampirem, wieczór będzie przepełniony niezręczną ciszą, jednak jej obawy okazały się bezpodstawne. Zapomniała jak lekko rozmawia jej się ze starszym Salvatorem. Jego kokieteryjny, miejscami rubaszny humor choć często ją denerwował w takim samym stopniu wywoływał uśmiech na jej ustach. Martwiła się też czy atmosfera nie będzie zbyt napięta. W końcu w przeszłości Damon i ona mieli swoje momenty, jednakże teraz nie miało to znaczenia. Mimo jego dwuznacznych żartów, pozostawali jedynie przyjaciółmi. Elena zwierzyła mu się jak ostatnio Jenna narzeka, że dziewczyna traktuje dom rodzinny jak hotel i cały czas nocuje w pensjonacie, wtedy Damon opowiedział jak za młodu ojciec nigdy nie akceptował jego decyzji, stylu życia czy stosunków z kobietami. Podzielił się też z nią historiami o małym Stefanie, ich dorastaniu w XIX wieku. Elenie aż świeciły się oczy, kiedy wampir opowiadał o jej ukochanym. Oboje zaśmiewali się z odgrzebywanych wspomnień, czas mijał niezauważenie.
-          Brakowało mi tego. – Salvatore popatrzył na nią, nic nie rozumiejąc. – Naszych rozmów. Tak rzadko spędzamy razem czas. – Położyła swoją dłoń na jego i na ułamek sekundy na jej twarzy zagościł wyraz bólu. Podejrzewała dlaczego tak jest. Elena całe dnie poświęcała Stefanowi, a widok ich razem sprawiał Damonowi ból. Przypominał o tym, że on stracił swoją miłość.
-          Więc mam dla ciebie złą wiadomość. – Szatynka zmarszczyła brwi, a na jej twarzy mimowolnie wkradł się cień strachu. Wampir uścisnął jej dłoń uspokajająco. – Wyprowadzam się.
Sobowtóra zamurowało, zupełnie nie spodziewała się takiej nowiny. Otworzyła usta ze zdziwienia i niezdarnie zaczęła żądać wyjaśnień. Damon uśmiechnął się w sposób jaki jeszcze u niego nie widziała. Dobrotliwy, ciepły. Ponownie ścisnął jej dłoń, a potem odsunął rękę, dystansując się lekko.
-          Myślałem o tym od dłuższego czasu i doszedłem do wniosku, że będzie to najlepsze rozwiązanie – zaczął tłumaczyć. – W końcu zamieszkacie ze Stefanem razem, będę wam tylko przeszkadzać. – Elena chciała już zaprzeczyć, ale wampir uciszył ją gestem dłoni. – Nie myśl o tym tak, że uciekam przed wami albo czuję się niepotrzebny. Po prostu tego potrzebuję. Trochę przestrzeni żeby pomyśleć, zdystansować się od… tego całego bajzlu, a nie będę mógł tego zrobić w Mystic Falls. Wrócę, ale na razie muszę wyjechać. Nie widzę innej opcji.
***
Witam, w końcu jestem ;)
Teraz będą same ogłoszenia parafialne, także jeśli ktoś nie chce tego czytać to można przejść do komentowania. Zwykłe 'ok' czy 'nie ok' naprawdę nie zajmie dużo czasu, a zapewni banana na mojej twarzy ^^
Z kwestii organizacyjnych: jest to przedostatni post na tym blogu. Następny będzie już zakończeniem. Wszystko jest już prawie napisane, trzeba trochę to jeszcze ogarnąć, ale myślę, że do końca wakacji się wyrobię i planuję opublikować 31.08. Jeżeli komuś się podoba to będzie na osłodę roku szkolnego, a jak nie to ulży mu, że już koniec x)
Niczego jednak nie obiecuję odnośnie daty, bo zauważyłam, ze jak sama sobie coś postanawiam to wychodzi lepiej niż jak obiecuję tu wszem i wobec.
Ten rozdział też byłby wcześniej gdyby nie problemy z laptopem i najazd rodziny- cały wszechświat przeciwko mnie XD
Anyway, mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania ^^

6 komentarzy:

  1. Wtf! ? Jak przedostatni ? Nie będzie może kolejnej części ? Będzie mi brakować seksownego Damona i Heudi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie będzie kolejnej części. Chcę już to zakończyć i w przyszłości poprawić, poza tym 3 części to tak w sam raz na mój gust ;)
      Bardzo mi miło słyszeć, że zżyłaś się z bohatera. Serio, to dodaje skrzydeł :*

      Usuń
  2. Naprawdę następny rozdział będzie ostatni? Kurde, szkoda ;/ Nie lubię końców, bo uświadamiają mi, że pewien etap już nie wróci, a zżyłam się z bohaterami. Mam tylko nadzieję, że zamierzasz pisać coś jeszcze... Nie odchodzisz z bloga, prawda?

    Jesli chodzi o rozdział, to podoba mi się to, że Damon chce wyjechać. Może wreszcie zrozumiał, że jego tryb życia i ostatnie zachowanie wcale nie przynoszą niczego dobrego. Facet musi się zmienić i może to dobry pomysł, by na jakiś czas odszedł. Tylko głupio będzie, jeśli on odejdzie, a w tym czasie Heidi zostanie przywrócona. Mogą się już nie spotkać... Damon może nawet nie wiedzieć, że jego ukochana żyje ;/ Fajnie, że rozegrałas to w ten sposób:D Bo jestem teraz ciekawa, czy oni rzeczywiście się nie "miną". Choć oczywiście wolałabym, żeby wszystko skończyło się dobrze. Lubię happy endy :D
    Poza tym myślałam, że Damon zacznie walić jakimiś seksistowskimi tekstami do Eleny, a wygląda na to, że spotkanie przebiegło w bardzo przyjaznej atmosferze. Damon jednak potrafi nie być gburem :D
    Czekam na kolejny i pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak pozytywnie odebrałaś ten rozdział, takie słowa od ciebie wiele dla mnie znaczą :)
      Natomiast jak się zakończy to nie będę zdradzać, zostawię trochę napięcia ^^

      Z moją obecnością na blogu może być różnie. Tworzę dwa opowiadania i nie jestem pewna, które bd ciągnąć i czy wgl bd je publikować. Chcę wszystko dokładnie przemyśleć, żeby potem być zadowoloną. Jednakże dalej bd wchodzić na blogi innych i komentować, także na pewno mnie u siebie zobaczysz ;)

      Usuń
  3. Hej! Pamiętam, że kiedyś czytałaś moje opowiadania. Jedno o April Jones (dawno usunięte), a drugie fanfiction o Pamiętnikach Wampirów. Może chciałabyś raz jeszcze wejść w moją twórczość? Serdecznie zapraszam Cię na moje autorskie opowiadanie. Daj znać, czy przypadło Ci do gustu. :)

    http://oczy-w-ogniu.blogspot.com

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń