niedziela, 10 kwietnia 2016

Decyzja Bonnie

“To ciągle mniej niż obietnica, lecz odrobinę więcej niż złudna nadzieja.”
                                                            - David Levithan "Każdego dnia" 
3x09
Heidi wzięła głęboki wdech. Rozluźniła mięśnie twarzy, przybierając obojętny wyraz twarzy i przekroczyła drewniany próg drzwi. Żwawym krokiem przeszła po drewnianych panelach, kierując swe kroki prosto do salonu, gdzie spodziewała się zobaczyć Bonnie. Ku jej zdziwieniu nie miały zostać same. Gdy tylko postawiła stopę w pokoju, zauważyła że czarownicy towarzyszy Stefan oraz Elena. Skierowała pytające spojrzenie na Bennetównę, ponieważ tylko ona mogła je zobaczyć. Wpatrywały się w siebie przez chwilę. Gołym okiem można było dostrzec, iż mulatka myśli o czymś intensywnie. Wszystkie trybiki w jej głowie pracowały na najwyższych obrotach, próbując podjąć decyzję, myśląc jak to wszystko rozegrać.
-          Usiądź, Heidi – powiedziała w końcu wiedźma. Nie rozkazywała, ale też nie prosiła. Starała się, by jej głos brzmiał pewnie, a ton był opanowany. Wiedziała jak wybuchowa jest Adelheid, a ostatnie na czym jej zależało to wyprowadzenie zmarłej z równowagi.
Lecz rudowłosa już na dźwięk swojego imienia zmarszczyła brwi. Spojrzała skonsternowana na Elenę nadal się nie odzywając. – Ona wie.
Heidi rzuciła złowrogie spojrzenie w stronę Gilbertówny. Zarówno ona jak i Stefan czekali cierpliwie, aż Bennetówna porozumie się z Santino.
Samej zmarłej nie podobał się fakt, że bez jej zgody Stefan lub Bonnie wyjawili sekret jej istnienia kolejnej osobie. Jak tak dalej pójdzie, ta wiadomość w końcu dotrze do Damona, a jak na razie Adelheid chciała tego uniknąć.
-          Co tu się dzieje? – wycedziła nieufnie zmarła wampirzyca. Jej górna warga unosiła się lekko, co było znakiem iż jest już poważnie zdenerwowana. Bennetówna dostrzegła to i pragnąc załagodzić sytuację powiedziała:
-          Proszę, usiądź. Chcemy porozmawiać i wszystko ci wyjaśnić. – Heidi ściągnęła usta w wąską linię. Oderwała wzrok od czarownicy i rozejrzała się pobieżnie po salonie. Wybrała krzesło naprzeciwko trójki swoich rozmówców. Usiadła ostrożnie na brzegu mebla, pochyliła się, opierając łokcie na kolanach, po czym wbiła lodowate spojrzenie w Bennetównę.
-          Co się stało? – zapytała wypranym z emocji głosem. Nie miała ochoty na owijanie w bawełnę. Była niezadowolona z sytuacji i pragnęła szybko dojść do jej sedna.
-          Stefan, ja i Elena rozmawialiśmy o… twojej sytuacji. Dosz…
-          Po pierwsze to czemu ona o wszystkim wie? – przerwała zdenerwowana Adelheid, podkreślając stanowczo czwarte od tyłu słowo. Odwróciła się do Gilbertówny, ciskając błyskawice wzrokiem. Czuła wewnętrzne wzburzenie, którego nie była w stanie dłużej kontrolować. – Ta mała suka wszystko mi zepsuje.
Jak tylko wypowiedziała te słowa, Santino zauważyła, że Stefano patrzy na nią. Dokładnie na nią, nie błądzi gdzieś wzrokiem, tylko patrzy prosto na nią. Gilbertówna również podniosła wzrok i odwróciła się w jej stronę. Na jej twarzy było widać czyste zdziwienie, niedowierzenie. Wciągnęła cicho powietrze, a jej wargi poruszały się bezwiednie, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie mogła znaleźć właściwych słów.
Adelheid ułożyła usta w złowrogim uśmiechu, uniosła nieco rękę i pomachała jej. Elena aż podskoczyła. Mrugnęła, a kiedy z powrotem otworzyła oczy, Santino już nie było. Chwyciła Stefana za rękę, rozglądając się dookoła, przez chwilę złudnie myśląc, iż zmarła jedynie gdzieś sobie poszła.
-          Chyba przestraszyłam naszą kochaną, biedną Elenę – powiedziała dziecinnym głosem Adelheid, po czym uśmiechnęła się jadowicie. – Naprawdę nie cierpię tej małej.
-          Nie chciałaś powiedzieć: nie cierpię jak blisko była z Damonem? – zapytała sarkastycznie Bennetówna, unosząc wysoko brwi. – Słuchaj, nie mamy czasu na tę mściwą zazdrość. Musimy porozmawiać. Dojdziemy do tego dlaczego Elena wie o wszystkim, pozwól, że ci wszystko wyjaśnię.

~Kilka godzin wcześniej~
-          Więc o czym chciałeś ze mną porozmawiać, Stefanie? -  zawołała Bennetówna, chodząc po salonie. Nigdy nie miała szansy dobrze przyjrzeć się temu miejscu. Teraz miała okazję rzucić okiem na stare obrazy oraz gobeliny wiszące na ścianach, czy chociażby dostrzec zdobienia na drewnianych meblach. Nigdy też nie zwróciła uwagi na stojący w odległym kącie pomieszczenia zabytkowy fortepian. Właśnie miała do niego podejść i przekonać się czy nadal można z niego wydobyć jakąś czystą nutę, kiedy usłyszała za sobą głos młodszego Salvatora.
-          Oto twoja woda. – Bonnie odwróciła się do wampira, po czym wzięła obiecany jej wcześniej napój. Dawno przestało ją przerażać nagłe pojawianie się Stefana tuż za jej plecami. Skierowała się do dwóch małych sof  i klapnęła na jednej z nich. Szatyn powędrował za nią już w ludzkim tempie, usiadł naprzeciwko, marszcząc brwi. Zastanawiał się jak dobrać słowa. – Wczoraj po twoim wyjściu dużo myślałem o Heidi. Wiem, co powiedziałaś, ale nie sądzę aby to było dobre rozwiązanie…
-          Też sporo o tym wszystkim myślałam. Nie chcę karać Damona kosztem Heidi, tylko… Mam mętlik w głowie i nie za bardzo wiem co robić. – Bonnie wzruszyła ramionami oraz uniosła dłonie w geście bezradności. Stefan natomiast się wyprostował.
-          Cóż w takim razie… Myślę, że mam ci do opowiedzenia historię, która mogłaby nam pomóc.

Prawie sto lat temu, w1917 roku, przeżywałem jeden ze swoich gorszych okresów. Atakowałem ludzi, piłem ich krew do ostatniej kropli, maniakalnie myślałem tylko o tym. Tułałem się wtedy przez północno-wschodni Meksyk, zostawiając za sobą szlak martwych ciał. W końcu natrafiłem na wioskę Monterrey. Mój głód stał się silniejszy, rządza krwi była nie do odparcia, a ludzie stanowili łatwy łup. Zabijałem ich na ulicy, a tych którzy skryli się w swych domach, do których nie mogłem wejść, ponieważ nie byłem zaproszony, i tak czekała śmierć. Podpalałem ich posiadłości. Płonęli żywcem lub kończyli z moimi kłami w ich gardłach, gdy wybiegali na zewnątrz, chcąc ustrzec się przed ogniem. Zabiłem wszystkich… A przynajmniej tak mi się wydawało. Po każdym moim ataku szału, przychodziła chwila… opamiętania, wyrzutów sumienia. Zawsze byłem wtedy przerażony swymi czynami. Zmasakrowane ciała walały się dookoła, większość była rozczłonkowana. Wtedy przepraszałem te zwłoki, składałem je w całość i ustawiałem w codziennych pozycjach.
W końcu zabrałem się za ostatnią osobę. Była to około dwudziestoletnia dziewczyna o porcelanowej skórze i długich, blond włosach. Jej udało się zostać w jednym kawałku, więc chciałem jedynie usadzić  ją przy stole. Kiedy pochyliłem się nad nią, doleciało do mnie ciche łkanie, dochodzące z szafy naprzeciwko mnie. Odstąpiłem od dziewczyny, po czym skierowałem się w stronę hałasu. Już miałem chwycić za rączkę od drzwi mebla, kiedy nagle skrzydła otworzyły się z wielką mocą, która rzuciła mnie na przeciwległą ścianę. Z głuchym łoskotem opadłem na podłogę, podniosłem wzrok i dostrzegłem, że z szafy wybiegła dziewczyna bardzo podobna do mojej ofiary. Uklękła nad martwym ciałem, nie przestając szlochać.
-          Siostrzyczko… Siostrzyczko! – pociągnęła nosem, po czym wtuliła twarz w pierś zmarłej. – Nie zostawiaj mnie, miało być inaczej… - doleciał do mnie jej stłumiony głos. – Nie pozwolę ci umrzeć. Śmierci nie oszuka nic, oprócz naszej więzi, pamiętasz?
Potem położyła ręce nad klatką piersiową bliźniaczki i zaczęła mówić jakieś inkantacje w nieznanym mi języku. Widać było, że bardzo się starała, powtórzyła zaklęcie co najmniej osiem razy. Po każdej próbie spoglądała z nadzieją na zwłoki, ale nic się nie działo. W końcu zrezygnowana opadła na ciało siostry z rozpaczliwym okrzykiem.
-          Miałaś do mnie wrócić! – Leżała tak przez kilka minut, a ja widziałem jedynie jak jej ramiona unoszą się w spazmach płaczu. Podniosłem się z ziemi, wciąż będąc w fazie wyrzutów sumienia, podeszłem do niej, bełkocząc przeprosiny.
-          Przepraszam, przepraszam, przepraszam… - Chwiejąc się, wyciągnąłem rękę, by położyć ją na jej ramieniu. Chciałem jej pomóc, pocieszyć. Wtedy ona podniosła się gwałtownie i odwróciła w moją stronę z furią malującą się na twarzy. Dzięki jednemu ruchowi jej ręki, przeleciałem przez pół pokoju, uderzając w stojący pod ścianą kredens.
-          Gdybyś przyszedł chwilę później, ty cholerny pasożycie! – wykrzyknęła z wściekłością. Zbliżyła się i skierowała na mnie zaklęcie. Nagle poczułem jakby ktoś rozciął mi głowę tępą siekierą i włożył do środka rozżarzone węgle. – Miałyśmy plan… ale wtedy wpadłeś ty – ostatnie słowo wypowiedziała z najwyższym obrzydzeniem, a ból w skroniach wzmocnił się. – Powiedziała, że rytuał został zakończony, żebym się schowała, że żyje we mnie, że we mnie jest jej energia, więc i tak do mnie wróci… Ale nie wróciła! – wykrzykując te zdanie, wykonała zamaszysty ruch ręką, łamiąc mi tym samym bark. Zawyłem z bólu. – Zapłacisz mi za to – wyszeptała złowrogo. Wykonała kolejny krok w moim kierunku, ale nie zwróciła uwagi na rozsypane szkło. Syknęła, kiedy jeden z kawałków przekłuł jej delikatną skórę. Chwilowy brak skupienia, zakończył pulsujący ból głowy, a to i słodki zapach krwi, sączący się ze  zranionej stropy, pobudziło apetyt. W kolejnym przypływie rządzy rzuciłem się na nią.

-          Była martwa w przeciągu minuty.
Bonnie wpatrywała się w Stefana z szeroko otwartymi oczami. Przez kilka chwil nie mogła wydobyć z siebie nawet słowa. Przełknęła głośno ślinę, po czym wypuściła ciężko powietrze. Wiedziała, że młodszy Salvatore posiada swoją mroczną przeszłość, lecz nigdy w to nie wnikała, a sam wampir nie był skory do zwierzeń. Teraz wiedziała, jaki był tego powód.
-          Dlaczego mi o tym wszystkim mówisz? – wyszeptała w końcu ochrypłym głosem.
-          Tak jak mówiłem, wydaje mi się, że to nam może pomóc we wskrzeszeniu Heidi – powiedział po czym westchnął ciężko i potarł oczy dłońmi. – Słuchaj, wiem, że to nie jest przyjemna historia i sam nie lubię wracać do tego okresu z mojego życia, ale jeśli ma to nam pomóc…
-          Stefan, ja nie powiedziałam, że chcę wskrzesić Heidi – przerwała mu mulatka. Salvatore wyprostował się zaskoczony. Zmarszczył brwi, a jego usta już ułożyły się w niemym pytaniu. – Mówiłam, że mam mętlik w głowie, ale to nie znaczy, że chcę ją wskrzesić. – Pokręciła gwałtownie głową. – Znaczy chcę ją wskrzesić, ale… czuję, że to by było nie w porządku względem Eleny. – Czarownica spuściła wzrok na swe paznokcie, jakby nagle manicure stał się o wiele ciekawszy niż ta rozmowa. Nieśmiało zerknęła w stronę Stefana i dostrzegła dobroduszny uśmiech na jego ustach.
-          Może zapytamy ją o zdanie?

~Teraźniejszość~
-          Więc o moim życiu ma zadecydować święta Gilbert? Doskonale – prychnęła pogardliwie Heidi, zakładając ręce na piersiach. Odwróciła wzrok od Bennetówny.
-          Elena? – zwróciła się czarownica do dziewczyny. – Jesteś pewna, że chcesz z nią teraz rozmawiać? – Gilbertówna pokiwała twierdząco głową, po czym z pewną konsternacją rozejrzała się po pokoju.
-          Gdzie ona jest? – zapytała przyjaciółki.
Adelheid przewróciła lekceważąco oczami, jakby niezdolność Eleny do zobaczenia jej, oznaczała całkowitą bezużyteczność sobowtóra. Bennetówna zaś wskazała na krzesło naprzeciwko nich, więc dziewczyna skierowała tam swój wzrok. Nie mogła jednak dostrzec rudowłosej, więc jedynie błądziła wzrokiem w okolicy miejsca, gdzie była jej twarz.
-          Nie chcę cię karać za coś, co zrobił Damon – przemówiła niespokojnym głosem. – Jego też nie chcę karać. Wiem jak się ostatnio zachowywał, ale trzeba mu pomóc, a nie odbierać mu jedyny powód do życia. Nie mogłabym wstawać codziennie, cieszyć się z dnia, wiedząc, że zabroniłam tego samego tobie. Możesz mnie nie lubić, jednak ja nic do ciebie nie mam. – Spuściła wzrok i westchnęła, jakby zrzuciła z siebie wielki ciężar. Oblizała wargi, po czym spojrzała niemal prosto w oczy Santino. – Jednak to Bonnie decyduje o tym czy cię przywróci, bo w razie konsekwencji, to ona dostanie rykoszetem.
Elena najwyraźniej skończyła, gdyż odwróciła się w stronę ukochanego wampira i wtuliła w jego klatkę piersiową. Heidi przez chwilę analizowała jej słowa. Przeszukiwała zakamarki swojej pamięci, myśląc o czymś intensywnie. W końcu skierowała spojrzenie porażająco zielonych oczu na Bonnie.
-          To jak będzie, Bennett?

poniedziałek, 29 lutego 2016

"Musimy porozmawiać"


3x08
Słońce ponownie wzniosło się nad Mystic Falls. Ciepłe promienie rozlały się po miasteczku, zapowiadając kolejny bezchmurny dzień dla mieszkańców. Strumienie światła wkradały sie wszędzie, nawet nie chciane. W ten oto sposób zawitały w pokoju śniadej nastolatki, budząc ją z niespokojnego snu. Dziewczyna uniosła niechętnie powieki i przewróciła się na drugi bok, by promyki nie mogły dosięgnąć jej twarzy. Nie zamierzała wstawać. Czuła moralnego kaca z powodu wypowiedzianych dzień wcześniej słów, a nie była gotowa na naprawienie sytuacji. Miała mętlik w głowie. Najchętniej zagrzebałaby się w pościeli, pozwalając Morfeuszowi pochwycić się w ramiona. Jednak bożek najwyraźniej nie chciał jej odwiedzić. Bennetówna przewracała się prze jakiś czas na łóżku, próbując najróżniejszych pozycji, jednak w końcu poddała się i wstała.
Rozejrzała się z pewnym przestrachem, jednak już po chwili z ulgą stwierdziła, że rudowłosej nigdzie nie ma. To ona zajmowała jej myśli. Po wczorajszej rozmowie ze Stefanem sporo rozważała nad losem zmarłej. Nadal uważała, że Damon nie zasługuje na Heidi, ani na nic dobrego. Jednak nie chciała karać Santino za przewinienia Salvatora. Wbrew własnej woli, bardzo zżyła się z wampirzycą i pragnęła przywrócić ją do życia, bardziej niż cokolwiek innego. Mimo wszystko za każdym razem, gdy przekonywała się, by dalej dążyć do wskrzeszenia rudowłosej, przed jej oczami ukazywał się obraz zakrwawionej Eleny, zaatakowanej przez Damona. Czy to nie byłaby zdrada względem Gilbertówny?

Stefan również wstawał już z łóżka. Podszedł do balkonu i odsłonił ciężkie zasłony. Przez chwilę patrzył na rozciągający się przed nim widok. Las wyglądał wspaniale, wiewiórki przeskakiwały z gałęzi na gałąź, a mała grupa królików korzystała z kąpieli słonecznych, nie zauważając zbliżającego się do nich drapieżnika. Stefan nawet przez szybę, był w stanie usłyszeć szelest liści, poruszonych lekkim podmuchem wiatru. Zapragnął wyjść na zewnątrz, ale powstrzymał się. Nie chciał obudzić Eleny skrzypieniem drzwi. Odwrócił się w stronę ukochanej, drzemała wciąż, z lekko zmarszczonymi brwiami i przewracała się z boku na bok. Miała zły sen? W objęciach Salvatora jakoś przetrwała noc w miarę spokojnych warunkach. Lecz gdy tylko wampir oderwał od niej ramiona, zaczęła się wiercić niespokojnie. Stefan zastanawiał się czy jej nie obudzić. Na pewno się męczyła, ale rzeczywistość mogła jej się wydać jeszcze bardziej przygnębiająca. W końcu
Salvatore wpadł na pewien pomysł. Podszedł do łóżka i usiadł na jego krawędzi, tuż obok Eleny. Dotknął policzka dziewczyna, po czym zamknął oczy w skupieniu. Jako wampir mógł wniknąć do jej umysłu, kiedy była nieświadoma. Jednak było to dla niego trudne ze względu na jego dietę, która składała się ze zwierząt, a nie jak większości wampirów z ludzi. Po kilku minutach starań zauważył, że Gilbertówna się rozluźnia, on natomiast poczuł wzbierający głód. Odgarnął jeszcze Elenie włosy za ucho i pocałował ją w czoło, po czym wstał z łóżka. Podszedł do niewielkiej szafy, wyciągnął z niej byle jaką koszulkę oraz ciemne dżinsy. Ubrał się, a następnie zszedł na dół. Zanim wyjdzie na polowanie chciał przyrządzić coś dla ukochanej, w razie gdyby się obudziła przed jego powrotem. Skierował swe kroki do kuchni. Wyjął odpowiednie składniki i zaczął przygotowywać naleśniki. Po przygotowaniu masy, kiedy chciał już wylewać pierwszą porcję na rozgrzaną patelnie, usłyszał natarczywe pukanie do drzwi. Odstawił wszystko i w wampirzym tempie ruszył do drzwi, by gość nie zdążył obudzić Eleny. Nacisnął klamkę, a jego oczom ukazała się Bennetówna. Był nieco zdziwiony jej widokiem o tak wczesnej porze, nie wspominając nawet o wczorajszym dość ostrym wyjściu.
-          Bonnie?  Co tu robisz?
-          Szukam Heidi. Rozglądam się za nią, odkąd wstałam, ale nigdzie jej nie widać. Pomyślałam, że może jest u Damona. – Imię starszego Salvatore wypowiedziała z prawdziwym obrzydzeniem. – Mogę wejść?
-          Tak, jasne – odparł Stefan , odsuwając się na bok, by przepuścić mulatkę. – Właściwie to nawet dobrze, że jesteś. Musimy porozmawiać.

Tymczasem Damon siedział, jak mu się wydawało, samotnie w celi. Podniósł się z pryczy i poczłapał w kierunku drzwi. Sięgnął do okienka, w którym stały kraty, po czym zdjął stamtąd wcześniej zostawioną torebeczkę z krwią. Z obrzydzeniem stwierdził, że większość płynu zakrzepła, a całość zamieniła się w raczej odpychającą maź z grudkami. Opakowanie było prawie pełne, lecz on nie zamierzał próbować jak zawartość smakuje. Wczoraj wypił zaledwie dwa łyki, wystarczająco by przeżyć i poruszać się tak żwawo jak człowiek, jednak nie zapewnia to sytości ani żadnych wampirzych sztuczek. Normalnie wychłeptałby cały woreczek na raz, a może nawet skusił się na trzy kolejne, jednak nie tym razem. Potrzebował umiaru. Nadszedł czas na zmiany. Postanowił poczekać na wizytę Stefana i dostawę świeżej krwi. Z burczeniem w brzuchu powlókł się z powrotem na łóżko.
Heidi obserwowała działania ukochanego, sama leżąc na pryczy. W nocy nie zmrużyła oka choćby na chwilę. Już nie musiała, skoro w pełni umarła. Zamiast na sen, przeznaczyła ten czas na przyglądanie się Damonowi. Sama się sobie dziwiła jak bardzo ją wystraszył swoim wybrykiem. Gdyby mogła, ostro by mu za to przygadała. Jednak nie miała takiej możliwości, więc jedynie cieszyła się jego bliskością. Zastanawiała się o czym myśli. Zauważyła, że jego mięśnie są napięte. Łokcie oparł o kolana, a dłońmi przejechał po twarzy, by w końcu mogły spocząć na jego ustach.
Jest zdenerwowany, to dobrze – pomyślała. – Czyli przejmuje się tym co zrobił, nie daje mu to spokoju. Czuje.
Przejechała palcem po jego przedramieniu. Robiła tak co jakiś czas, by sprawdzić, czy może jakimś trafem poczuje jej dotyk. Jednego razu, w nocy, już myślała, że nastąpił jakiś przełom, ale wampira najwidoczniej tylko coś zaswędziało, gdyż tylko się podrapał, po czym przewrócił się na drugi bok, nie uchyliwszy nawet powiek. Heidi nie liczyła na jakiś cud. Już wiedziała, co powoduje chwilową jej obecność w rzeczywistym świecie. Silne emocje sprawiają, iż jest w stanie zmaterializować się na kilka chwil, ale nic więcej. Jednak nie mogła się powstrzymać od głaskania silnych ramion bruneta. Od tego zajęcia oderwało ją dopiero głośne kaszlnięcie. Damon podniósł wzrok, a Santino aż podskoczyła zaskoczona i prędko odwróciła się w stronę drzwi. W okienku dojrzała Bennetównę.
-          Co się stało, Bonnie? – zapytała rudowłosa, powracając do gładzenia skóry Salvatora.
-          Musimy porozmawiać – odparła z powagą wiedźma, po czym kiwnęła głową w kierunku wyjścia z piwnicy i sama ruszyła w tamtą stronę.
-          Gdzie idziesz? – zapytał Damon, nie zdając sobie sprawy iż Bennetówna nie mówiła do niego. Podszedł do drzwi i chwycił za kraty. - Bonnie, nie mogę stąd wyjść! Musimy porozmawiać tutaj. Bonnie!
Santino przewróciła oczami na brak dyskrecji, ze strony czarownicy. Wstała z pryczy, minęła nieco szamoczącego się Damona i jeszcze raz przejechała dłonią po jego barku. Przeniknęła przez zamknięte drzwi, nie śpiesząc się, ruszyła na górę.
Dziwiło ją zachowanie Bennetówny. Myślała, że będzie chciała od niej trochę odpocząć i z radością przyjmie chwilowy brak Santino wokół siebie.
Widocznie nie może się mną nacieszyć – zażartowała zmarła w myślach.
Dodatkowo nie pasował jej ten poważny ton. Czyżby Bonnie miała do przekazania złe wieści? Może zamierzają razem ze Stefanem powiedzieć Damonowi o jej istnieniu? Może Elenie się pogorszyło i umiera? Może Bonnie już wie, że nie ma sposobu na wskrzeszenie jej?
Natłok tych myśli wypełnił Adelheid strachem. Zadrżała i zawahała się przed postawieniem kolejnego kroku na drewnianych stopniach.
To głupie, przecież i tak musisz tam wejść – wyrzuciła sobie, po czym z dozą obawy pchnęła drzwi i ruszyła przed siebie.

***
No, kto by pomyślał, znowu jestem na czas ;D To jest chyba metoda, muszę mówić, że będę mniej więcej w okolicach jakiejś daty to wtedy pojawię się  na czas x)
Anyway, chcę wyjaśnić dwie sprawy:
1. W tym rozdziale miało być coś na temat wskrzeszenia, jednak postanowiłam zamieścić to dopiero w następnym.
2. Kiedy pisałam, że Heidi szaleje nad Damonem nie chodziło mi o to, że zwariowała. Przez jej miłość do niego, czasami przymyka oko na pewne jego zachowania. Pisząc szaleństwo miałam na myśli to, że go szalenie, bezgranicznie kocha i wybaczy mu wszystko.
Także to tyle chciałam powiedzieć. Piszcie komentarze, dodawajcie swoje uwagi i nie bójcie się krytykować;)
Do zobaczenia w okolicach 30.03.
Wasza Lenena :*                              
PS Swoją drogą strasznie mi się podoba proporcja pomiędzy dialogami, a opisami w tym rozdziale, chyba pierwszy raz mi się tak udało :D

sobota, 30 stycznia 2016

Miniona noc, miniona noc...

„Przeszłość jest znana, a przyszłość niepewna.”
                                                                    - Małgorzata Gutowska-Adamczyk 
 
3x07
To prawda, co mówią. Czas porusza się z różnymi prędkościami. Czasami miesiące trwają sekundę, a jedna minuta całą wieczność. Zeszła noc wracała do Damona jakoby wszystko wydarzyło się w przeciągu mrugnięcia oka. Porwanie. Elena. Krew. Heidi… Zatrzymanie. Smutek na jej twarzy, jej pięknej, bladej twarzy, otoczonej wianuszkiem rudych kosmyków. Czy to mu się wydawało? Przewidziało? Czy to wszystko mogło być tylko jedną wielką iluzją, wytworzoną przez jego udręczony tęsknotą umysł? Nie mógł zdecydować czy uwierzyć rozumowi, który dobitnie twierdził, że Santino tam nie było, czy zaufać intuicji, która szeptała mu odmienne teorie. Mimo wszystko słowa wypowiedziane przez wampirzycę – lub jego własną podświadomość – wyraźnie go prześladowały.
„Nie odzyskasz mnie w ten sposób.”
W tym momencie zdał sobie sprawę z tego co zrobił, od czasu kiedy Heidi umarła. I ta wiedza wcale go nie uszczęśliwiła. Był wielkim ciężarem i prawdziwym utrapieniem dla Bonnie, Stefana i… Eleny. O niej wolał nie myśleć. Na samo wspomnienie tego, co jej zrobił, odczuwał wielkie pragnienie wyłączenia. Jedno pstryk! Gotowe, wszystkie emocje wyłączone. Nie po raz pierwszy myślał by wyciszyć swoje uczucia, jednak tego nie zrobił. Początkowo kazał sobie pozostać w tym „lepszym” stanie, by nie zatracić potrzeby dążenia do wskrzeszenia Heidi, poza tym uznawał to za formę kary. Pokutę za pozwolenie jej na odejście, cierpienie w cierpieniu. Jednak teraz przyświecał mu lepszy powód, by pozostać „włączonym”.
Ona by tego chciała- pomyślał. – Heidi chciałby, żebym żył dalej… Albo przynajmniej spróbował.

Bennetówna obserwowała Damona przez małe okienko z kratami. Wampir siedział w celi, w piwnicy pensjonatu Salvatorów, a ona rozmyślała o wydarzeniach minionej nocy.
Kiedy wczoraj Bonnie i Stefan go odnaleźli, klęczał nad nieprzytomną Eleną, był cały umazany w jej krwi. Czarownica zadrżała na ten widok, do jej umysłu na moment wkradła się najgorsza myśl z możliwych. Odepchnęła bruneta od przyjaciółki, po czym przytuliła ją do siebie jakby w ten sposób chciała ją obronić przed napastnikiem. Odczuła prawdziwą ulgę, kiedy sprawdziła, że Gilbertówna oddycha. Nieregularnie, ale jednak. Reszta potoczyła się bardzo szybko. Nim Damon zdążył cokolwiek powiedzieć, Stefan skręcił mu kark. Przerzucił go sobie przez ramię i zaniósł do samochodu. W tym czasie Bennetówna monitorowała stan dziewczyny. Jednak nic niepokojącego się nie działo. Gilbertówna po chwili się obudziła. Była przerażona, ale Bonnie kazała jej zachować spokój i jedynie głęboko oddychać. Po chwili wrócił Stefan. Wziął Elenę na ręce, po czym w trójkę ruszyli przez ciemny las.
-          Myślisz o wczorajszej nocy? – z zamyślenia wyrwał ją młodszy Salvatore.
Bennetówna nie zauważyła jak schodził do piwnicy, była za bardzo pogrążona w swoich myślach. Odwróciła się do niego, pokiwała głową, ale kiedy już otworzyła usta, aby coś powiedzieć, on położył palec na swoich wargach , nakazując milczenie i wskazał na celę, w której siedział Damon. Bonnie zrozumiała o co mu chodzi, przeszli na górę, do salonu.
-          Wciąż nie mogę w to uwierzyć – powiedziała mulatka, siadając.
Zrezygnowana oparła się o tył kanapy i wgapiła wzrok w sufit. Salvatore w tym czasie podszedł do stolika z trunkami i nalał im obojgu po szklaneczce koniaku. Choć nie pił tak dużo jak jego starszy brat, to jednak w tym momencie bardzo mu zależało na odrobinie alkoholu. Powrócił do Bennetówny, podał jej napój, który ona przyjęła z wdzięcznością, sam usiadł naprzeciwko.
-          Nie wiem, po prostu myślałam, że ze wszystkich ludzi na świecie, Elena jest ostatnią, którą by skrzywdził. – Stefan pokiwał głową w zamyśleniu, po czym wziął potężny łyk trunku.
-          Myślę, że nigdy nie była. Przynajmniej nie naprawdę. – Bonie popatrzyła na niego pytająco, na co on uniósł ramiona w dziwnym geście bezradności. – Mogła zajmować co najwyżej drugie miejsce. – Stefan jednym haustem dopił do końca koniak, oblizał usta, po czym wstał. Odwrócony plecami do Bennetówny, oparł się o stojący nieopodal stolik. Bonnie zauważyła napięcie w mięśniach jego ramion, nie uszło jej uwadze, iż jest wykończony, nie tyle fizycznie, co psychicznie.
-          Jak ona się ma? – Salvatore westchnął ciężko. Po chwili odwrócił się do przyjaciółki, a jego twarz była wyprana z emocji, podobnie jak głos.
-          Lepiej. Teraz śpi. Damon musiał jej dać swojej krwi, bo nie ma żadnej rany, ale kiedy ją kładłem co chwila dotykała swojej szyi. Nadal jest obolała i roztrzęsiona. Mówiła też, że czuje dziwne pulsowanie, ale to sprawka wampirzej krwi w jej organizmie, powinno minąć najpóźniej jutro. – Przetarł oczy dłońmi, a na jego twarzy ujawnił się przez chwilę grymas udręczenia. – Pójdę sprawdzić, co u niej. Może już się obudziła. – Uśmiechnął się sztucznie, po czym ruszył w kierunku schodów, a gdy jego stopa dotknęła już pierwszego stopnia usłyszał jeszcze głos Bonnie.
-          Stefan?
-          Tak? - Odwrócił się do dziewczyny nadal z uśmiechem naklejonym na twarz, ale ona zachowywała śmiertelną powagę. To nieco zaniepokoiło Salvatora.
-          Myślę, że nie mogę mu pomóc. – Stefan zmarszczył brwi i przekrzywił lekko głowę w bok, nic nie rozumiejąc. – Po tym, co zobaczyłam… Nie sądzę, żebym była w stanie wskrzesić Heidi. Nie dla niego. On na to nie zasługuje, na nią nie zasługuje. – Wampir dostrzegł, że w czarownicy coś wzbiera. Wulkan emocji miał za chwilę wybuchnąć. – Ma robić bałagan, a my za każdym razem powinniśmy to posprzątać? I jeszcze dostanie nagrodę za to, że tym razem nikogo nie zabił? Nie wydaje mi się. – Dziewczyna energicznie wstała z kanapy. – Wybacz, Stefan, ale ja nie będę brać w tym udziału. Nie będę mu pomagać. – Mulatka szybko ruszyła do drzwi i wyszła, kończąc ich rozmowę głośnym trzaśnięciem, zostawiając Salvatora samego, z milionem niewypowiedzianych myśli oraz echem jej słów w uszach.

Stefan po paru godzinach zszedł na dół, do piwnicy. Musiał dać Damonowi jego porcję krwi do wypicia. Wolał nie myśleć o tym co robi, wolał całkowicie nie myśleć o całej sytuacji, a jedynie pogrążyć się w przyjemnym otępieniu i obojętności. Mechanicznie wykonywał wszystkie czynności. Podejść do lodówki. Wyjąć woreczek z krwią. Podejść do okienka z kratami. Położyć tam torebeczkę. Nie patrzeć na brata. Odejść. Bez słowa.
Damon także nic nie powiedział, nawet się nie ruszył . Siedząc na swojej pryczy, rozmyślał zanurzony we własnym świecie. Nawet się nie domyślał, że tuż przed jego nosem leżała Heidi. Jej nogi zwisały z prowizorycznego łóżka, ręce ułożyła pod głową, którą wygodnie opierała na kolanach Salvatora. Próbowała przeczesać jego włosy, ale jej palce jedynie przenikały przez kruczoczarne kosmyki. Zataczała małe kółka na przedramieniu wampira, ale on niczego nie czuł. Pocałowała swoją dłonią i przekazała pocałunek na usta ukochanego, ale on tego nie widział.
Jako jedyna nie skupiała się na wydarzeniach zeszłej nocy, napawała się Damonem. Przy tym pojedyncza myśl nieustannie kołatała się w jej głowie: Czy to możliwe, że jestem tak blisko Ciebie, a jednocześnie tak daleko? Jednak wolała nie odpowiadać sobie na to pytanie.
***
<BABLANIE AUTORKI, ŚMIAŁO MOŻESZ POMINĄĆ>
Dziesięć min do północy, ale udało mi się opublikować rozdział trzydziestego ;D
Anyway, mogą tu wystąpić błędy, od razu uprzedzam ;)
Powiem wam, że mam teraz strasznie chorobowy okres. Najpierw przez tydzień miałam jęczmień, tak mi powieka spuchła, że jedyne co widziałam to rozmazane plamy. Potem mi przeszło i na dwa dni wróciłam do szkoły, żeby następnie zmyć się na trzy dni na wycieczkę. Na wyjeździe za dobrej pogody nie było i następny tydzień znowu się źle czułam, dzisiaj np. obudziłam się z gorączką 38.5 Jej! <nie polecam>
Tak czy inaczej, jestem! I jak mówiłam, trochę mi się zdycha także gdybym popełniła jakieś błędy, to śmiało je wytykajcie. Będę wdzięczna ^^
Zapraszam także do podsyłania swoich linków, ponieważ mam ferie i mnóstwo czasu do zabicia, podczas siedzenia w domu, to z chęcią poczytam ;)
No i oczywiście czekam na komentarze :D
Chcę zwrócić waszą uwagę szczególnie na ostatnią scenę, to jest to o czym już pisałam, czyli szaleństwo Heidi nad Damonem. To jak nie zwraca uwagi na nic tylko na niego.
Buźka i do zoba w okolicach 29.02. ;)
Lenena               
PS Mam dobry humor, bo jakoś podoba mi się ten rozdział ^^

sobota, 2 stycznia 2016

Nadzieja?

„W ciemni strachu powstają wyłącznie czarne obrazy.”
                                                                       - Michael Pritchard 

3x06
Adelheid pędziła co tchu w płucach, a nawet szybciej z uwagi na to, iż była martwa i nie musiała oddychać.
Przenikała przez wszystkie napotkane przeszkody: drzewa, krzewy, a nawet budynki. Kątem oka dostrzegała rozmawiających ludzi, śmiejących się, żartujących, kłócących, płaczących albo po prostu współegzystujących. Nie zwracała jednak na to wszystko najmniejszej uwagi, gdyż dla niej ważne było tylko jedno- odnalezienie Damona.
Gdy tylko wraz z Bonnie namierzyły położenie Salvatora i Gilbertówny, Heidi od razu ruszyła naprzód, zostawiając wolniejsze towarzystwo w tyle. Ona nie chciała tracić ani sekundy. Nie chodziło jednak o chęć uratowania Eleny, ważniejsze było zobaczenie Damona.

Parę kilometrów dalej, w głębi ciemnego lasu, maszerował we własnej osobie Salvatore, ciągnąc za sobą Gilbertównę. Dziewczyna jakiś czas temu przestała się wyrywać i teraz potulnie szła za swym porywaczem. W myślach jednak obmyślała plan ucieczki. Wiedziała, że nawet gdyby udało jej się wyrwać z silnego uścisku wampira, nie miała szans przebiec choćby metra zanim czarnowłosy by ją złapał. Dodatkowo Elena wciąż mogła wyczuć od niego mocny smród alkoholu, a wiedziała, że gdy Damon jest pijany, może posunąć się o wiele dalej w swych bestialskich czynach.
W głowie Salvatora również kiełkował plan, ale zupełnie inny. Rozmyślał o tym jak Gilbertówna może mu pomóc w odzyskaniu Adelheid. Wiedział jak Bennetównie zależy na tej dziewczynie, wiedział, że Bonnie zrobi wszystko by uratować bezbronną przyjaciółkę z rąk wielkiego, złego wampira i zamierzał to wykorzystać. Jeżeli odpowiednio zakomunikuje czarownicy, iż Elenie grozi niebezpieczeństwo z jego strony, z całą pewnością wiedźma ruszy na ratunek. Szantażem zmusi ją by wskrzesiła Santino i wypuści swego więźnia dopiero wtedy, gdy będzie wstanie ponownie wtulić się w rude kosmyki wampirzycy.
Coś jednak przerwało jego fantazję, cichy jęk dochodzący zza jego pleców. Odwrócił się i zobaczył, iż Gilbertówna przewróciła się. Pochylił się nad nią, by pomóc jej wstać lecz wtedy do jego nozdrzy doleciał zapach. Ostry, metaliczny zapach krwi. Wampir wbił wzrok w kolano nastolatki. Materiał spodni rozdarł się w jednym miejscu, ukazując otwartą ranę z której lekko sączyła się krew. Oczy Damona rozszerzyły się. Nie zdawał sobie sprawy jaki był głodny. Poczuł przejmujący ból dziąseł, by już po chwili odczuć, iż jego kły gwałtownie się powiększyły. W pół transie pochylił się tuż nad kolanem nastolatki i wtedy… coś wbiło mu się w szyję. Wampir zawył z bólu i upadł na plecy. Sięgnął dłońmi do bolącego miejsca. Pod opuszkami palców poczuł drewno. Z jego szyi sterczał jakiś zaostrzony patyk.
Gilbertówna szybko się podniosła i zaczęła biec co sił w nogach, zostawiając za sobą Damona. Salvatore nie spodziewał się takiego ruchu, jednak nie zamierzał leżeć nieruchomo w piachu. Z głośnym rykiem wyrwał zakrwawiony badyl ze swego ciała. Odrzucił go daleko za siebie, po czym ruszył za dziewczyną, by już po krótkiej chwili ją dogonić.
-          Zły ruch, dziecino – powiedział, pojawiając się tuż przed nią. Jego twarz obsypała się dziesiątką małych żyłek, a oczy zalała czerwień. Gdy tylko dostrzegł, że mięśnie Eleny zaciskają się do ponownej ucieczki, chwycił ją za ramiona, by uniemożliwić choć najmniejszy ruch. Uśmiechnął się złowrogo. – Wiesz co? Naprawdę nie miałem zamiaru cię skrzywdzić. Chciałem tylko przestraszyć Bon Bon, by w końcu zrobiła to o co ją proszę. Jednak nie… Ty musiałaś wyskoczyć z czymś takim. – Zaśmiał się kpiąco. – Elena Ocalała. Elena Bezbronna. Elena Przekąska.
Jedną ręką przytrzymał nadgarstki Gilbertówny, a drugą ręką przekręcił jej głowę na lewą stronę. Odchylił się do tyłu, po czym wykonał zamaszysty ruch, wbijając swe kły w pulsują żyłę na szyi sobowtóra. Słodki płyn wypełnił jego gardło, a dziewczyna krzyknęła z bólu. Nie starał się być delikatny. Szarpał, kręcił głową, rozrywając delikatną skórę śmiertelniczki i dostarczając tym samym więcej krwi dla siebie. W tej chwili nie myślał o tym, że sprawia ból Elenie. Zawładnęły nim przytłaczające go emocje, zmieszane z palącą żądzą krwi.
-          Przestań! – po lesie poniósł się gwałtowny głos, który odwrócił uwagę Damona. Wampir odsunął kły od szyi Eleny, po czym się wyprostował. Całe usta miał skąpane w czerwonej mazi, a ten sam życiodajny płyn skapywał mu również z brody, brudząc jasną bluzkę Gilbertówny, która omdlała leżała oparta o jego ramię.
-          Heidi… - wyszeptał Damon. Zdziwienie malowało się na jego całej twarzy, szczególnie w rozszerzonych oczach. – Czy… Czy to ty? – wykrztusił, powoli pozwalając sobie na uśmiech. Całkowicie zapomniał o scenie w jakiej się znajduje.
Wcale nie odczuwał ciężaru trzymanej przez niego Eleny, nie wyczuwał zapachu krwi, oblepiającej jego usta, nie dostrzegał mrocznego lasu. Widział tylko ją. W jego oczach jaśniała niczym latarnia, odwracając uwagę od wszystkich innych trywialnych rzeczy. Dawała spokój, nadzieję. Liczyła się tylko ona.
Pozwolił, by Elena osunęła się powoli na ziemię. Przestąpił przez jej ciało i uczynił kilka kroków w stronę rudowłosej, jednak ona się odsunęła. Brunet zmarszczył brwi, a na jego twarzy wyraźnie zarysował się smutek.
-          Nie odzyskasz mnie w ten sposób – przemówiła rudowłosa. -  Nie wrócę do takiego ciebie.
-          Heidi, o czym ty mówisz? – zapytał Damon z żalem w głosie i ponownie spróbował przybliżyć się do zmarłej. Ona jednak pokręciła głową.
-          Rozejrzyj się. – Damon wykonał polecenie i dopiero teraz wszystko dostrzegł, a najbardziej poraził go widok nieprzytomnej, zakrwawionej Eleny.
-          Nie, to nie tak… - powiedział odwracając się z powrotem do Santino, ale jej już nie było. Szukał jej wzrokiem, ale nigdzie jej nie dostrzegł.
Podbiegł do Gilbertówny. Uklęknął koło niej i położył jej głowę na swoich kolanach. Spróbował wytrzeć krew, ale nie dał rady. Tylko ubrudził sobie ręce. Pogłaskał dziewczynę po bladym policzku, straciła sporo krwi, ale Damon słyszał bicie jej serca. Przeżyje. By przyśpieszyć zagojenie rozległej rany na szyi, rozgryzł swój nadgarstek. Nakarmił Gilbertównę, a gdy skóra zaczęła się goić odsunął dłoń od zaróżowionych już ust Eleny. Nadal się nie obudziła, ale to go nie zdziwiło. Wiedział, że nic jej nie będzie, więc był spokojny. Gładził jedynie brązowe włosy szatynki.
-          Przepraszam, Eleno – wyszeptał jedynie, wiedząc że Gilbertówna i tak go nie usłyszy. Za to do jego uszu doleciał tupot stóp. W ich kierunku zmierzały dwie osoby. Nie musiał się wysilać, żeby zgadnąć kto to jest. Siedział dalej w spokoju, gładząc włosy Eleny. Po chwili zjawili się Stefan i Bonnie. Damon domyślał się co będzie dalej.
***
Na temat tego rozdziału:
Wiem, że jest mega krótki, ale chciałam go zakończyć akurat w tym miejscu. Poza tym odbiega od normy tylko jakieś 200 słów, co dla mnie przynajmniej nie jest tak dużo.
Co do samej treści, to muszę przyznać, że mi samej się podoba, także wow. Jest sporo opisów i dopiero pod koniec mi się wysypały dialogi, także w miarę ok.
Ogólnie to chciałam zwrócić waszą uwagę jak destrukcyjna jest relacja D&H. Łatwo dostrzegalna jest ona u Damona, ale zauważcie, że Heidi tez ma swoje momenty, np. wyżywa się na Bonnie, nie liczy się dla niej nic, o ile może zobaczyć Damona, dosłownie gotowa jest dla niego umrzeć. W tym rozdziale pojawia się moment w którym oboje to dostrzegają i dlatego tak bardzo mi się on podoba.
No i na koniec:
jak myślicie czego domyśla się Damon? ;)
Wyjaśnienia
<jeśli nie chcesz nie czytaj>
Dodałam ten post tak późno dlatego, że ostatnie dni miałam bardzo zajęte sprawami osobistymi. Głównym powodem opóźnień jest to, że 30.12. zmieniłam plany sylwestrowe i musiałam to trochę ogarnąć. Przez co nie zdążyłam poprawić błędów i opublikować rozdziału.
Poza tym wiem, że rzadko wstawiam, ale ogólnie nie mam czasu w tygodniu, a jak już nadejdzie weekend to chcę zrobić tyle rzeczy, że albo znów mi nie starcza czasu albo dopada mnie brak weny i zapału. Przede wszystkim chcę, żeby chociaż zakończenie tej serii w jakiś sposób mnie zaspokajało, także nie zamierzam na szybko wstawiać byle czego.
To ma mi się podobać.
Kocham jednak każdego czytającego całym sercem, jest mi miło widzieć zarówno komentarze krytyczne (byle z powodem) jak i te chwalące (byle z powodem).
Przepraszam za opóźnienia i zapraszam na next'a w okolice 30.01.
Szczęśliwego Nowego Roku!

Pozdrawiam, Lenena                  

poniedziałek, 30 listopada 2015

Kości zostały rzucone

„Alea iacta est”  
                                       - Juliusz Cezar  
3x05
Martwa cisza zastygła pomiędzy Bonnie i Stefanem. Dziewczyna nie wiedziała zupełnie, co ma powiedzieć. Wpatrywała się jedynie w umarłą, rozważając wszystkie za i przeciw. Wiedziała, że Heidi nie chce nikomu mówić o swojej obecności. Twierdziła, iż to tylko skomplikowałoby sprawy i przyniosło same złe wypadki. Jednak Bonnie była innego zdania. Owszem, dużo by zaryzykowały. Przede wszystkim problemem był Damon, ale czy mogło zdarzyć się coś jeszcze gorszego? Porwał Elenę! Tęsknota doprowadzała go do szału, Bennetówna nie sądziła, że może mu się jeszcze pogorszyć, a ile mogły zyskać! Więcej ludzi oznacza więcej pomysłów. Stefan i Damon żyją o wiele dłużej niż Bonnie, może wiedzą o czymś co byłoby przydatne, a o czym Heidi i ona nigdy nie słyszały. Santino była zbyt uparta, by przyznać jej w tym rację. Twierdziła, iż żyje na tyle długo, by wiedzieć więcej od któregokolwiek z braci Salvatore. Jednak Bennetówna była innego zdania, zmotywowany Damon zrobiłby wszystko by wskrzesić rudowłosą. Nie stanowiłby już zagrożenia. Wszystkie problemy, zostałyby rozwiązane i zyskałyby więcej rąk do pomocy! Zostawało jednak jedno ale… Co jeśli im się nie uda?
-          Bonnie? Powiedz coś – odezwał się w końcu Stefan. Był zaniepokojony nagłą ciszą ze strony czarownicy. Czyżby o czymś wiedziała? Groziło im jakieś niebezpieczeństwo?
Mulatka odwróciła się w końcu w jego stronę. Spuściła wzrok nie mogąc patrzeć w szczerą zieleń jego oczu. Tak bardzo chciała mu powiedzieć. W  końcu był przyjacielem, mógł pomóc. Już nabrała powietrza, by odpowiedzieć, gdy doleciał do niej krzyk Adelheid.
-          Nic mu nie mów! – zawołała władczym głosem umarła. Wyglądała na naprawdę zdenerwowaną. Jej nozdrza były rozszerzone, oczy złowrogo błyszczały, a pięści były zaciśnięte. – Miałyśmy umowę, Bonnie. Rozwiążemy to same.
-          Nie widzisz, że nie dajemy rady? On może nam pomóc, nie musimy mówić Damonowi – odparła Bonnie, ponownie odwracając się w stronę rudowłosej.
Stefana zamurowało, nie wiedział co jego przyjaciółka robi. Spojrzał w stronę w którą patrzyła dziewczyna, lecz nikogo tam nie widział. Jednak, kiedy się przyjrzał… Zaczął dostrzegać jakiś kształt. Niewyraźny, ledwo widoczny, nie miał pojęcia co to może być.
-          Nie odzywaj się do mnie, on coś podejrzewa. Patrzy się w moją stronę – odpowiedziała Adelheid na w pół zła na Bennetównę, na w pół zaniepokojona Salvatorem. Za wszelką cenę nie chciała pozwolić wyjawić swojego sekretu. – Robimy postępy, damy radę same.
-          Jakie postępy? Miotamy się, nie wiedząc co robić. Zamierzam z tym skończyć – odparła Bennett, po czym zwróciła się do Salvatora. – Stefan…
-          Zamilcz! – po pokoju poniósł się krzyk Adelheid, a oczy zarówno Bonnie jak i Stefana zwróciły się na rudowłosą. Salvatore patrzył w zdumieniu na umarłą. Wyglądała całkowicie tak samo jak przed śmiercią. Nie myślał, że jeszcze kiedyś ją ujrzy.
-          Heidi… ? – powiedział jedynie wampir, nie mogąc wyrazić wszystkich pytań, które siedziały mu w głowie. Wpatrywał się przez chwilę w zastygłą Santino. Jej usta wypowiedziały bezgłośnie jego imię. Nie mógł w to uwierzyć. Całkowicie go sparaliżowało i jedyne co był w stanie zrobić to zaśmiać się niekontrolowanie, po czym przy pierwszym mrugnięciu oczu zniknęła ponownie, a go jeszcze raz ogarnął smutek.

Adelheid nadal przeszukiwała pokój w poszukiwaniu jakiś ważnych dla Damona pamiątek, które Bonnie mogłaby użyć do zaklęcia lokalizującego. W tym samym czasie Bennetówna wyjaśniała Stefanowi ich obecną sytuację. Santino nie była z tego powodu zadowolona. Zalewała ją żółć na samą myśl, że to właśnie ona samą siebie wydała. Miała ochotę coś zniszczyć, ale gdy tylko spróbowała jej ciało po raz kolejny przeleciało przez dany przedmiot.
Chyba nie ma nic bardziej frustrującego– pomyślała wściekła.
-          Więc była tu cały czas? – zapytał Stefan, kiedy Bonnie skończyła mówić, na co czarownica przytaknęła. Salvatore wypuścił głośno powietrze przez usta. To całkowicie zmieniało sytuację. – Musimy powiedzieć Damonowi.
-          Nie – warknęła Santino do Bennetówny, wiedząc że wampir nie może jej usłyszeć.- Mówiłam ci, że tak będzie.
-          Heidi się na to nie zgadza – odpowiedziała mulatka z głośnym westchnięciem.- Uważa, że w przypadku, kiedy nie udałoby nam się jej przywrócić do życia… Damonowi mogłoby się pogorszyć, choć ja nie widzę jak mogłoby być jeszcze gorzej. - Stefan pokiwał głową w zamyśleniu, przez chwilę wyobrażając sobie najgorsze możliwe scenariusze i nagle uderzyło go, co Heidi miała na myśli przez „pogorszyć”.
-          Mógłby się zabić – wykrztusił z siebie ochrypłym głosem Salvatore, a w oczach stanęły mu łzy przerażenia, które zniknęły zaraz po tym jak się pojawiły. – To ma sens, pewnie nadal ma nadzieję, że Heidi może jeszcze wrócić. Dlatego jeszcze tego nie zrobił i dlatego nękał cię wtedy w lesie. Chce mieć pewność zanim posunie się do ostatecznego.
Bonnie zamarła zaszokowana. O tym nie pomyślała. Nawet nie podejrzewała, iż starszy Salvatore mógłby odebrać sobie życie. Wiedziała, iż jego relacja z Heidi to coś więcej niż zwykła przyjaźń, lecz nie  myślała,  że  dosłownie  nie  może  bez  niej  żyć.
Natomiast Santino nie wyglądała na tak zdziwioną. Już od dawna to podejrzewała, choć nie chciała mierzyć się z tym faktem. Odpychała od siebie wszelkie nieprzyjemne myśli chcąc pozostać twardą. Jednak gdy patrzyła jak Damon coraz bardziej się stacza, ogarniał ją rozdzierający smutek.
-          Znalazłam – odezwała się po chwili nie zmąconej niczym ciszy Heidi. Stała przy małym stoliczku obok kominka. Mebel był całkowicie zapełniony chyba jedynymi nienaruszonymi butelkami z różnego rodzaju alkoholem, głównie whiskey. Bonnie zbliżyła się do miejsca, w którym stała umarła i wzięła do ręki wskazany przez nią flakon.
-          Gdybym wiedział, że wystarczy zwykły Burbon to szukanie poszłoby nam o wiele szybciej – zaśmiał się lekko Stefan.
-          To nie byle Burbon – odparła Heidi, wskazując na szyjkę butelki, która opatulona była skórą. – Widzisz to? To kawałek pierwszej skórzanej kurtki Damona. Dostał ją ode mnie w 1952 roku. Myślę, że nada się doskonale.

Już po chwili cała trójka stała w salonie Salvatorów. Na potężnym drewnianym stole leżała mapa Mystic Falls nad którą stała Bonnie. W jednej ręce trzymała skórę, a w drugiej mały, ostry nóż. Przez kilka minut Adelheid i Stefan przyglądali się w milczeniu jak czarownica przygotowuje się do zaklęcia. Na ustach Santino pojawił się rozmarzony uśmiech. Wyczuwała w powietrzu magię, a w takich chwilach czuła się bardziej żywa niż kiedykolwiek od jej śmierci.
-          Jestem gotowa – powiedziała Bonnie, otwierając do tej pory zamknięte oczy.
Stefan podszedł do niej i pewnie wyciągnął rękę. Wiedźma nacięła wewnętrzną stronę dłoni wampira nożem. Stefan zatrzymał w zaciśniętej pięści ostrze, by rana nie mogła się za szybko zagoić. Krople krwi skapywały na mapę, a Bonnie zaczęła inkantację. Czerwony płyn zwarł się w jedno i zaczął formować jedną stróżkę, która biegła od pensjonatu ku granicom miasta. Heidi chcąc wzmocnić moc czaru podeszła do mulatki i uścisnęła dłoń w której Bennetówna trzymała skórę, po czym poczęła wraz z czarownicą wypowiadać słowa zaklęcia.
-          Phasmatos Tribum Nas Ex Veras – rozniosły się głosy dwóch wiedźm po pokoju - Sequita Saguines, Ementas Asten Mihan Ega Petous…
Czarownice kontynuowały zaklęcie, jedynie poruszając bezgłośnie ustami w takt czaru. W pomieszczeniu czuć było wszechobecną moc. Lampy w całym pokoju zaczynały coraz jaśniej świecić, aż w końcu żarówki nie wytrzymały i nad głowami całej trójki rozbłysły iskry.
-          Mamy ich- wypowiedziały jednocześnie wiedźmy, wpatrując się mapę, a w umysłach mając dokładny obraz lokalizacji Damona i Eleny.

sobota, 31 października 2015

Rude kosmyki

                    „Na początku jest tajemnica, na końcu potwierdzenie(...)”  
                                                                               - Nicholas Sparks

3x04
Wszystko spowijał mrok. Widoczność była niemożliwie niska, co jednak nie sprawiało problemu Adelheid. Dziewczyna mknęła przed siebie, przenikając przez jakiekolwiek przeszkody. „W końcu jakiś plus mojej śmierci.”- pomyślała.
Musiała się śpieszyć, liczyła się każda minuta. Biegnąc, rozmyślała nad tym co zobaczyła. Nie mogła uwierzyć, iż Damon zamknął Stefana w piwnicy. Wiedziała, że nie było z nim najlepiej, jednak nie podejrzewała, by jego stan był na tyle zły. Choć to byłoby dla niej wielkim ciosem, łudziła się, iż w końcu przejdzie nad jej śmiercią do porządku dziennego. Obserwowała jego poczynania, jak każdej nocy upijał się i wysysał krew z niewinnych ludzi i sądziła, że tak musi być. Musi to przetrawić, a później będzie tylko lepiej. Jednak tygodnie mijały, a jego zachowanie nie ulegało poprawie, a teraz jeszcze to.
Oby coś się zmieniło, bo jeśli nie znajdziemy z Bonnie sposobu na wskrzeszenie mnie, z Damonem będzie ciężko.

Bonnie krążyła po lesie. Od godziny bezskutecznie nawoływała Damona i Elenę, ale nic nie wskazywało na to, że nagle wpadnie na którekolwiek z nich. Zaczynała naprawdę się niepokoić. Nie miała pojęcia, co planuje Salvatore ani do czego jest zdolny. Jednak Bennett wiedziała jedno, miała się czym martwić, zważając na jego obecny stan.
Czarownica przystanęła, wyczerpana poszukiwaniami. Postanowiła chwilkę odpocząć pod jednym z drzew. Odsunęła na bok, kilka szyszek i usiadła, opierając się o pień. Wypuściła głośno powietrze. W głowie kołatało jej się wciąż to samo pytanie: co dalej? Nie miała pojęcia gdzie jest, odeszła tak daleko, że już od dawna nie słyszała muzyki ani nie widziała świateł imprezy. Była zmęczona poszukiwaniami, ale mimo to chciała działać dalej. Problem  polegał na tym, iż nie mogła wymyśleć na czym te działania mogłyby polegać.
Gdy zaczęła się już pogrążać w tych ponurych rozważaniach usłyszała głos tuż za sobą:
-          Czemu leniuchujesz ?- zapytała Heidi, zblazowanym tonem. Zmarła opierała się nonszalancko o drzewo, spoglądając z góry na czarownicę.
-          Co tutaj robisz ? – zapytała szczerze zdziwiona, ale także uradowana Bonnie. Pojawienie się rudowłosej dawały jej pewne nadzieje. Jako duch nie męczyła się, mogła się sprawniej poruszać, a tym samym odnalezienie Damona i Eleny stawało się bardziej realnym celem. Jednak już po chwili Santino uśmierciła jej nowonarodzony entuzjazm.
-          Wystąpiły pewne komplikacje… - odparła umarła, po czym przykucnęła naprzeciwko czarownicy i opowiedziała jej o tym, co zastała w pensjonacie, po czym mulatka uraczyła ją historią o pojawieniu się i ucieczce starszego Salvatora.
-          Trzeba go odnaleźć – podsumowała Adelheid – i chyba nawet wiem jak.

Po ciemnym lesie niosły się odgłosy szarpaniny. Elena nie ustawała w swym oporze wobec wampira. Cały czas się wyrywała, pragnąc oswobodzenia, jednak bez żadnych skutków. Damon ciągnął ja dalej w las, niewiele robiąc sobie z jej wysiłków. Nie mógł przestać obsesyjnie myśleć o Bonnie. Ona musiała znać fortel na wskrzeszenie Heidi, po prostu musiała. Salvatore nie przyjmował innej wersji do wiadomości. Na pewno był sposób, a Bonnie o nim wiedziała. Trzeba ją jedynie odpowiednio zmotywować. Odwrócił się za siebie i spojrzał, na wciąż wierzgającą Gilbertównę. Chyba właśnie znalazł na to sposób.
-          Możesz przestać? – zapytał podenerwowanym tonem, przyciągając dziewczynę szarpnięciem do siebie. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, czekając aż któreś z nich ulegnie, jednak to nie nastąpiło.
-          Dokąd mnie zabierasz? – wycedziła przez zaciśnięte zęby Gilbertówna, ale Damon nie raczył udzielić jej odpowiedzi. Przejechał po jej twarzy spojrzeniem, po czym odwrócił się i ruszył przed siebie, dalej ciągnąc za sobą dziewczynę.

Tymczasem Bonnie i Heidi doszły już do pensjonatu Salvatorów. Po drodze Santino wytłumaczyła Bennetównie swój prosty plan. Muszą jedynie znaleźć jakiś przedmiot należący do Damona oraz mapę Mystic Falls. Następnie rzucą czar lokalizacyjny, aby namierzyć Salvatora i tym samym uratować Elenę. Jednak już w chwili kiedy przekroczyły próg domu, cos je rozproszyło. Doszły do nich niepokojące dźwięki, płynące z piwnicy. Bennetówna zamarła.
-          Stefan… - wyszeptała, po czym szybko pobiegła na dół, by uwolnić przyjaciela.
Adelheid ruszyła tuż za nią. Bennetówna ruszyła korytarzem, a następnie skręciła w malutki korytarzyk i mocno pchnęła metalowe drzwi. Wymacała ręką pstryczek od światła i nim Santino zdążyła zauważyć czarownica była już na dole, dobijając się do drzwi celi.
-          Bonnie! – wykrzyknął Stefan, łapiąc za kraty przysłaniające małe okienko.
-          Dasz radę się wydostać ? – zapytała czarownica, odchodząc krok do tyłu, by widzieć przyjaciela. Salvatore pokręcił głową.
-          Damon wstrzyknął mi werbenę. Jestem zbyt słaby, aby wyważyć drzwi i nie wiem gdzie jest klucz.
-          Nic nie szkodzi – odparła Bennett uśmiechając się przy tym tajemniczo. – Odsuń się – poleciła, po czym uniosła dłonie na wysokość klatki piersiowej. Zamknęła oczy, jej czoło zmarszczyło się w skupieniu, a przez ciało przeszedł energetyczny dreszcz.  – Vatos! – wykrzyknęła, prostując jednocześnie ręce. W tym samym momencie drzwi wypadły z zawiasów i pod wpływem zaklęcia uderzyły w przeciwległą ścianę. Stefan wyjrzał przez próg i spojrzał z podziwem na wiedźmę.
-          No dalej, chyba nie chcesz tu siedzieć cały dzień? – powiedziała z uśmiechem mulatka, na co wampir również uniósł kąciki ust, opuszczając przy tym swoją celę.

-          Czego dokładnie szukamy? – zapytał Salvatore.
Stali już na górze, w sypialni Damona i prowadzili swoje poszukiwania, przedmiotów potrzebnych do zaklęcia. Jednak nie było to takie proste, w pokoju panował okropny bałagan. Niedopowiedzeniem stulecia byłoby powiedzieć, iż w ostatnich czasach starszy z braci nie za bardzo zawracał sobie głowę sprzątaniem. Sypialnia wyglądała jak po przejściu huraganu. Kominek był ubrudzony sadzą, a ze środka wysypywał się węgiel. Większość szafek była pootwierana na oścież, a zawartość rozrzucona. Nie brakowało też brudnych ubrań zagracających podłogę, nie wspominając o licznych uszkodzeniach. Wiele mebli miało zadrapania na szlachetnym drewnie, szuflady leżały roztrzaskane, a drzwi szafy sterczały wyrwane z zawiasów. Na pościeli widoczne były ślady zaschniętej krwi, należącej do ofiar Damona. Podłoga lepiła się od rozlanych trunków, Bonnie musiała nieźle uważać, by nie wdepnąć w szkło z rozbitych butelek.
-          Czegoś co należy do Damona. Poza tym będzie nam potrzebna mapa Mystic Falls – odparła szatynka, omijając pozostałości jednej z szafek i kierując się w stronę stosu porozrzucanych papierów.
-          Nie możemy chwycić czegokolwiek i rzucić tego czaru? – Stefan podniósł jedną z czarnych koszulek Damona, po czym pokazał ją Bennetównie. Ona jednak pokręciła głową i powróciła do przeglądania papierzysk.
-          Nie, to musi być coś, co ma dla niego znaczenie emocjonalne, z czym czuje się związany. W innym wypadku czar nie zadziała lub będzie bardzo niedokładny. Nie wiesz jaka rzecz mogłaby być ważna dla Damona?
-          Nie mam pojęcia. Jedyne co mi przychodzi na myśl to jego samochód, ale zgaduję, że jest za duży do zaklęcia.
Stefan uśmiechnął się smutno. Bardzo zależało mu na czasie. Wiedział, iż z jego bratem musi być naprawdę źle, gorzej niż którekolwiek z nich podejrzewało. Nie chciał narażać Eleny na jego towarzystwo ani minuty dłużej niż to konieczne. Wpędzało go to w niezwykłą irytację. Jak może nie znać na tyle dobrze własnego brata? Nie wie jak się czuje, jak przeżywa śmierć przyjaciółki, nie wiem nawet czy ma jakąś drogą mu rzecz! Damon zawsze był skryty, a wraz z jego przemianą w wampira wyostrzyło to się. Nigdy się sobie nie zwierzali, ale po zmianie jego brat dostał wręcz obsesji na punkcie swojej prywatności. Sądził, że im mniej ktoś o nim wie, tym lepiej. Nawet jeśli tym kimś był Stefan.
-          Wiesz kto mógłby wiedzieć, czego szukać? – zapytał wampir. – Heidi.
Bonnie spojrzała odruchowo, na stojącą nieopodal Santino. Rudowłosa wzruszyła ramionami. Razem z nimi poszukiwała cennych pamiątek, ale jej jeszcze trudniej było przedrzeć się przez bałagan. Przez swoje niematerialne ciało nie mogła niczego podnieść, więc jedynie obserwowała czy z wierzchu nie leży coś cennego.
-          Czasami odnosiłem wrażenie, że oni naprawdę są razem, ale bez bycia razem, wiesz o co mi chodzi? Po prostu tak dobrze się dogadywali, zawsze było im trudno się rozstawać i za każdym razem jeszcze bardziej się cieszyli, że są zjednoczeni. Nie chętnie to przyznaję, ale Heidi znała Damona lepiej niż ja. Naprawdę by się nam teraz przydała. - Santino podniosła wzrok znad oglądanych właśnie papierów. Zmarszczyła brwi w zastanowieniu. Coś jej tu nie pasowało.
-          Zapytaj go dlaczego tyle o mnie mówi – nakazała Bennetównie. Bonie posłała jej pytające spojrzenie, nie wiedząc o co rudowłosej chodzi. – Zrób to. – Czarownica przewróciła oczami, ale posłusznie wykonała polecenie.
-          Stefan… - szatyn podniósł wzrok na mulatkę. – Um… Dlaczego tak nagle zacząłeś mówić o Heidi ? – Wampir westchnął ciężko i przeczesał dłonią włosy. Wyprostował się i podszedł do dziewczyny.
-          Miałem ci nie mówić dopóki nie odnajdziemy Eleny, nie chciałem cię rozpraszać – zaczął Salvatore. – Ktoś przyszedł przed tobą do pensjonatu. Zszedł na dół, do piwnicy. Nie wiem kto to był, mignął mi tylko przez chwilę, a potem od razu zniknął. Jakby rozpłynął się w powietrzu. – Heidi przysłuchiwała się temu z pewną obawą. Stefan rzeczywiście ją wtedy przestraszył, ale nie wiedziała, że takie emocje zadziałają na tyle silnie, by uczynić ją materialną. Czyżby się czegoś domyślał? – Na początku myślałem, że to tylko jakiś włamywacz, jednak to niemożliwe, by człowiek tak szybko uciekł. Potem zacząłem się zastanawiać czy to nie ktoś z mojej przeszłości albo Damona. Ktoś kto chciałby nam zaszkodzić, może jakiś poplecznik Klausa? Ale potem zobaczyłem w swojej dłoni to i zacząłem myśleć o Heidi. - Stefan wyciągnął z kieszeni pukiel rudych włosów, po czym pokazał go Bonnie, a ta zastygła ze zdziwienia. Dotknęła kosmyków z niedowierzeniem. Uniosła wzrok na Santino, nie wiedząc, co robić dalej.
***
Cześć ;) Od razu chcę przeprosić za tę małą obsuwę :c Niestety prawie cały piątek nie było mnie w domu, a jak już wróciłam to zdążyłam tylko posprzątać i wpadł do mnie mój gość Halloweenowy, a przy nim nie miałam nawet sposobności, żeby wstawić rozdział, a co dopiero go sprawdzić i poprawić. Także bardzo przepraszam :(
A co do rozdziału, co myślicie? 
Na jaki pomysł wpadł Damon i co chce zrobić z Eleną? 
Czy Bonnie, Heidi i Stefan znajdą zaginionych na czas?
I wreszcie: czy Stefan dowie się prawdy o Adelheid?
Czekam na wasze rozkminy i do zobaczenia 30.11. 
(tym razem naprawdę, obiecuję).
Dajcie mi również znać czy wy też obchodzicie Halloween ;)
Wszystkiego strasznego v--v
Love, Lenena ;*